POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 31 (3121) z dnia 2017-08-02; s. 80-82

Kultura

Sebastian Frąckiewicz

Po co gonić Supermana?

Amerykańscy superbohaterowie w kinach zarabiają wielkie pieniądze. Luc Besson, ekranizując francuskiego „Valeriana”, chce im utrzeć nosa. Tyle że siła europejskiego komiksu i jego filmowych adaptacji leży zupełnie gdzie indziej.

Czy można sobie wyobrazić, że Nagroda Literacka Nike przestaje honorować książki, a „literackość” ma już tylko w nazwie? Pewnie trudno. Tymczasem najważniejszy konwent amerykańskiego komiksu – Comic-Con w San Diego – od kilku lat już na dobre przestał być imprezą dla miłośników kolorowych zeszytów. Ten moment zmiany świetnie uchwycił i podsumował Morgan Spurlock w swoim dokumencie z 2011 r. „Comic-Con epizod V: fani kontratakują”. Spotkania z filmowymi gwiazdami, cosplaye, premiery nowych gier komputerowych stanowiły sedno. A papierowe komiksy i ich autorzy? Owszem, w San Diego byli, ale stanowili już jedynie tło, staroświecką niszę, a zarazem dobry punkt wyjścia do robienia wielkich pieniędzy na ekranizacjach, bo od niedawna w USA dorastają pierwsze pokolenia, które przygody najważniejszych symboli amerykańskiej popkultury, jak Batman czy Superman, znają przede wszystkim z kina i gier, a dopiero później z komiksu.

Młodzi Amerykanie komiksów już nie czytają. Przynajmniej nie na masową skalę.

Tam przemysł, tu sztuka

Rysownicy i scenarzyści zza wielkiej wody w&...