POLITYKA

Sobota, 20 kwietnia 2019

Polityka - nr 35 (2872) z dnia 2012-08-29; s. 14-16

Kraj

Jacek Żakowski

Po co nam taki sport

Siatkarze. Euro. Radwańska. Olimpiada. Wiem, że państwo tym parę miesięcy żyliście. Ale – bardzo przepraszam – w sporcie obchodzi mnie zupełnie co innego.

Sądzicie państwo, że to jest radykalne stwierdzenie? Raczej umiarkowanie. Terry Eagleton, wybitny brytyjski filozof, autor doskonałego „Końca teorii” i publicysta „­Guardiana”, dwa lata temu domagał się zakazu piłki nożnej jako „nowoczesnego opium dla mas”. Co do diagnozy – bym się z Eagletonem zgodził. Co do terapii – nie. Jakieś opium masy przecież muszą mieć. I elity też. Jako społeczne opium futbol wydaje mi się wprawdzie istotnie groźniejszy od marihuany, konsumpcjonizmu i masowej rozrywki, ale jednak mniej groźny niż alkohol, hazard i nacjonalizm, z którymi idzie w parze.

Inaczej niż Eagleton żadnego wyczynowego sportu bym jednak nie zakazywał, bo niespecjalnie wierzę w skuteczność takich zakazów. Ale zakazywać to jedno, a popierać, finansować, propagować, stawiać na narodowych cokołach, czynić przedmiotem polityki i bólem głowy rządu – to całkiem co innego. Do jednego worka wrzucać tego nie można. Podobnie jak nie można wrzucać do jednego worka sportu jako takiego i sportu wyczynowego. Bo sport wyczynowy ma się tak do sportu, jak do demokracji miała się demokracja ludowa.

Nigdy nie ...