POLITYKA

Piątek, 17 listopada 2017

Polityka - nr 36 (3126) z dnia 2017-09-06; s. 26-28

Społeczeństwo

Katarzyna Zdanowicz

Po dzwonku

Rozmowa z prof. Stanisławem Dylakiem o dobrej szkole, do której nam coraz dalej, o polskiej szkole systemowego deformowania oraz o szkole marzeń

Katarzyna Zdanowicz: – Jakiej reformy wymaga polska szkoła?
Stanisław Dylak: – Oczekiwałbym reformy gruntownej, ale zgoła innej niż ta, która nas czeka od 1 września. Zmienić musi się podejście nauczycieli do uczniów oraz rządzących do nauczycieli.

Jeśli stawiamy diagnozę, że gimnazjaliści sprawiają problemy, szukajmy rozwiązania w sposobie podejścia nauczycieli do uczniów, a nie w rozwalaniu systemu! To jak zbić termometr, kiedy mamy gorączkę. Wystarczy posłuchać naukowców zajmujących się psychologią młodzieży: wiek gimnazjalny to wiek niepełnej dojrzałości kory przedczołowej. Władzę przejmuje ciało migdałowate odpowiedzialne za prymitywne emocje – pożądanie, gniew, agresję. Zatem struktura poznawcza odpowiedzialna za decyzje, również te moralne, jest niedojrzała. To prawo biologiczne, a nie pedagogiczne czy polityczne. Zawrócenie tych uczniów do grupy młodszych dzieci nie zmieni biologii!

Jest pan współautorem pierwszej podstawy programowej w Polsce po 1989 r. Może stąd pańskie rozczarowanie?
Nigdy nie ukrywałem, że tamta podstawa nie była idealna. Jak zwykle rządzący nie dawali nam czasu, by dopracować szczegóły. Zamknięto nas z kolegami i pracowaliśmy niemal od świtu do nocy, kontaktując się jedynie z praktykami poszczególnych dyscyplin nauczania szkolnego. Ale przynajmniej nie wypuściliśmy z naszych rąk mało spójnego dokumentu. Rozumieliśmy, że podstawa programowa to nie program nauczania. Zgodnie z filozofią przyjętą pod koniec lat 90. powinien być to ogólny dokument mówiący o tym, czego uczyć, w jaki sposób i w jakich warunkach. I to się zgubiło przy okazji ostatniej reformy.

Jakiej podstawy programowej potrzebuje polski uczeń?
Uwzględniającej realia wokół, ale przede wszystkim to, że nie wolno uczyć liniowo o wszystkim, że do pewnych twierdzeń czy przekonań uczeń powinien dojść samodzielnie. Jeszcze dwa, trzy pokolenia wstecz podstawowym zadaniem szkoły było przekazywanie informacji, obowiązywało nauczanie i jednocześnie wychowanie przez dyscyplinę. Rodzice oddawali dziecko do szkoły, a ta dawała mu to, czego nie mógł dać dom: wiadomości, kontakt z dalekim światem, uspołecznienie, porównanie z innymi itp. Wszystko to się zmieniło, kiedy dzieci zaczęły żyć w świecie internetu. To media są dziś nośnikiem informacji. Niestety, polska szkoła zlekceważyła tę zmianę kulturową. Oraz to, że media uczyniły ją zupełnie nieatrakcyjną jako podstawowe źródło informacji.

Szkoła przegrała z mediami?
Przegrała, bo zignorowała zmiany, jakie zaszły w świecie. Kiedy podstawowe funkcje szkoły rozumianej po staremu wypaliły się i szkoła przestała być oknem na świat, powinna była stać się kluczem do jego rozumienia. Dzisiejszy sens edukacji powinniśmy odnajdywać już nie w przekazywaniu wiedzy – bo położenie i ukształtowanie krajobrazu w Lesotho każdy sprawdzi sobie dziś w internecie – co w przygotowaniu ucznia do podejmowania wyborów intelektualnych, moralnych, społecznych czy politycznych. A jednak wielu nauczycieli udaje albo rzeczywiście nie widzi, że świat szkolny i uczniowski się rozchodzi, młodzież marginalizuje szkołę, a ona nie interesuje się tym, co jest dla ucznia ważne. Z badań prowadzonych przez NASK (2017) wynika, że nastolatki tego, co może i powinna dać im szkoła, szukają w sieci. Traktują sieć nie tylko użytkowo – jako rozrywkę czy pomoc w odrabianiu lekcji – ale szukają tam odpowiedzi na pytania o wybory moralne, o cyfrowy świat, który ich otacza.

Wielu dyrektorów powie: Już mamy nowoczesną szkołę – w każdej klasie jest dostęp do komputera, internetu; są też tablice interaktywne.
Samo rozwijanie technologii w szkole, bez konkretnej myśli pedagogicznej, niczego nie zmieni. Potwierdziły to choćby badania nad skutecznością pedagogiczną przekazywania laptopów wszystkim uczniom w każdej szkole w Urugwaju. Po kilku latach okazało się, że nie przełożyło się to na lepsze wyniki w szkole, zwłaszcza w zakresie nauk ścisłych i matematyki – nie zmienił się bowiem sposób nauczania stosowany przez nauczycieli. Pojawiło się inne narzędzie, ale dalej pozostała ta sama metoda, polegająca na przekazaniu wiedzy, a nie na jej budowaniu. Szkoła nie powinna ścigać się z nowinkami technologicznymi, tylko dostojnie kroczyć obok nich lub lepiej – krok za nimi. W zasadzie może pozostać szkołą, nie musi zmienić swojego charakteru – o ile będzie dostrzegała otaczający ją i zmieniający się świat oraz będzie rozumiała swoją funkcję. Kształcenie człowieka dla jego powodzenia, dla dobra samych uczniów. Szkoła musi patrzeć na wychowanków jako wartości same w sobie.

Skąd brać wzorce?
Ze świata. Podróżując po Europie i robiąc filmy o szkołach, natknąłem się na szkołę średnią w Szkocji, która oferowała uczniom ponad 40 kół zainteresowań – poczynając od szkolnego radia, telewizji, hokeja ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Prof. Stanisław Dylak – pedagog, dydaktyk i pedeutolog. Kierownik Zakładu Pedeutologii na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współtwórca filozofii podstawy programowej, autor dwóch książek o tworzeniu programów nauczania. Interesuje się tworzeniem materiałów dydaktycznych oraz cyfryzacją edukacji. Był współtwórcą ponad kilkunastu filmów o szkołach w Europie, z czego większość dotyczyła szkół alternatywnych.