POLITYKA

środa, 24 lipca 2019

Polityka - nr 34 (2155) z dnia 1998-08-22; s. 15-16

Wydarzenia

Joanna Solska

Po kieszeni!

"Polityka" dotarła do wstępnych, ale już wiarygodnych rozliczeń PIT za 1997 r. Okazuje się, że po latach majstrowania przy podatkach doczekaliśmy się systemu, który nie wspiera ani budowy gospodarki rynkowej, bo trzebi zamożnych, ani socjalistycznej, gdyż najuboższych uderza po kieszeni bardziej niż średniaków.

Za miniony rok zapłaciliśmy budżetowi 39 550,6 mln zł, co stanowi ok. 34 proc. wpływów podatkowych ogółem. Apetyt fiskusa okazał się większy, niż zapowiadano.

Od 1992 r., odkąd istnieje podatek dochodowy od osób fizycznych, nie było dwóch lat, w czasie których obowiązywałyby te same zasady. Przy PIT dłubano szczególnie chętnie, traktując go jako wdzięczny instrument do realizacji obietnic wyborczych. Kolejnym ekipom rządzącym zabrakło jednak wyobraźni, a może i chęci, aby potraktować podatki - jak to się dzieje w innych krajach - jako narzędzie stymulujące rozwój gospodarki, w przypadku PIT zachęcające do wydajnej, czyli dobrze płatnej pracy, i zdobywania wykształcenia.

Bardziej leniwi czy mniej uczciwi

Zasady obliczania PIT, które obowiązują obecnie, zafundowała nam poprzednia koalicja. Miotały nią sprzeczne uczucia. Niby chciała zacząć zły system naprawiać, czyli ograniczać nadmiernie rozbudowywane ulgi, rekompensując to obniżką stawek podatkowych (z 21, 33 i 45 proc. na 20, 32 i 44 proc.), ale jednocześnie robiła to w myśl zasady - niech stracą biedni, byle ...