POLITYKA

środa, 16 stycznia 2019

Polityka - nr 9 (9) z dnia 2018-06-27; Niezbędnik Współczesny. 2/2018; s. 14-19

POLSKA

Agnieszka Haska

Po trzykroć zdrada!

Współczesna Polska do niedawna miała do wyboru wiele mitów o tolerancji, solidarności, walce o wolność, miejscu w Europie. Zastąpił je – za sprawą PiS – mit zdrady, który zdominował sferę publiczną.

Jarosław Kaczyński na ostatniej, 96. miesięcznicy smoleńskiej oznajmił: „Doszliśmy do celu”. Wydaje się, że koniec rytuału, który organizował nie tylko przestrzeń warszawskiego Krakowskiego Przedmieścia, ale i polską przestrzeń polityczną ostatnich ośmiu lat, jest znaczącą cezurą. Oto mit smoleński został (przynajmniej na razie) schowany do szuflady, a miesięcznice przestały być wydarzeniem, którego zadaniem było konsolidowanie wspólnoty wokół partii rządzącej; dla najbardziej zaangażowanych zostały msze oraz pomnik na placu Piłsudskiego, którego strzeże wciąż policja. Ale z dyskursu publicznego wcale nie zniknął fundament tego mitu, który stanowi opowieść o zdradzie. I – wbrew pozorom – w ogóle nie chodzi o katastrofę w Smoleńsku.

Polowanie na zdrajcę

Głównym bowiem słowem kluczem polskiego dyskursu publicznego stało się oskarżenie „zdrajca”, którym posługują się politycy i ich wyborcy ze wszystkich stron politycznego konfliktu. Zdrajcami są posłowie partii opozycyjnych, nazywani nie tylko totalną opozycją, ale totalną targowicą, którzy kolaborują oraz donoszą do Brukseli, o ich zdradzieckich fizjonomiach nie wspominają...