POLITYKA

Niedziela, 21 lipca 2019

Polityka - nr 31 (3171) z dnia 2018-08-01; s. 68-71

Ludzie i style

Piotr Sarzyński

Po-twarz przed ścianką

Męczą państwa wszechobecne zdjęcia celebrytów na tzw. ściankach? W berlińskim Muzeum Fotografii można zobaczyć, jak artyści i celebryci radzili sobie przed epoką selfie.

Dzieje cywilizacji można opowiadać z różnych perspektyw: walki klas, odkryć i wynalazków, rozwoju gospodarki, a nawet ewolucji w utrzymaniu czystości. Ja opowiem ją skrótowo z perspektywy… portretu. Epoka pierwsza była najdłuższa, liczona w stuleciach, a nawet tysiącleciach. Wówczas portrety tworzyli twórcy. Wszelacy. Malarze, graficy, rzeźbiarze. Od przejmujących wizerunków Echnatona i jego żony Nefertiti z XIV w. p.n.e., przez Dürera, Goyę, po Modiglianiego czy Fridę Kahlo. Zresztą długo by wymieniać. Portrety miały być świadectwem epoki i kunsztu artysty, a przede wszystkim zajmującą opowieścią o portretowanym, kimkolwiek by był: włóczęgą, królem, samym twórcą.

Tę ewoluującą, zróżnicowaną, ale zawsze opartą na tych samych regułach (piękna, prawdy, a trochę i dobra) tendencję zakończyły dwa wydarzenia. Od strony formalnej – wynalazek fotografii, pozwalający ominąć etap żmudnej pracy. Zaś od strony wartości – przybierający na sile gdzieś od przełomu XIX i XX w. rozwój wszelkich „izmów”. Malarze wprawdzie ...