POLITYKA

Piątek, 20 kwietnia 2018

Polityka - nr 19 (2553) z dnia 2006-05-13; Polityka. Pomocnik historyczny ; s. 29-33

Anna Brzezińska

Pochód czarnej śmierci

Lęki codzienne człowieka

660 lat temu wkroczyła do Europy czarna śmierć. Jej pierwszy atak trwał zaledwie 5 lat, ale odebrał życie co trzeciemu mieszkańcowi kontynentu. W encyklopediach można przeczytać o przerwanych z tego powodu kampaniach wojennych, niedoborach siły roboczej, zubożeniu właścicieli ziemskich, spadku importu zboża; o nowych formach pobożności, nasileniu się mistycyzmu i ascezy; o wielkich wędrówkach i wyzwalaniu się wrogości do obcych, czego efektem była m.in. migracja Żydów z miast niemieckich do Polski. Jaki rodzaj lęku towarzyszył ówczesnemu człowiekowi? I jak wyglądała jego codzienność?

Na początku XIV w. w Mongolii, na skraju pustyni Gobi, wybuchła zaraza. Podczas następnych piętnastu lat traktami lądowymi rozprzestrzeniła się na wschód i zachód, bez litości pustosząc Chiny i dziesiątkując wspólnoty nestorian w Kirgizji. W krąg historii europejskiej wkroczyła na Krym w 1346 r. wraz z mongolskimi wojownikami, którzy oblegali w Kaffie Genueńczyków. Kiedy wśród wojsk Złotej Ordy pojawiła się epidemia, ich przywódca, chan Dżanibek, miał podobno rozkazać, aby ostrzelano oblężoną twierdzę trupami – i dał tym samym początek historii broni bakteriologicznej. Podstęp się udał. Wprawdzie Genueńczycy natychmiast wrzucili zwłoki do morza, ale wkrótce sami ulegli chorobie. Co więcej, odtąd czarna śmierć miała wraz z zakażonymi Genueńczykami korzystać z dobrodziejstw morskiej żeglugi, co ogromnie przyspieszyło jej ponury pochód. Już w 1347 r. zawitała do wielkich portów Morza Śródziemnego, Konstantynopola i Aleksandrii, nieco później zaś opanowała Cypr, Kair i Tunis.

Tymczasem jeszcze w październiku 1347 r. do Messyny przybyło kilka statków z uciekinierami z Kaffy: część z nich była chora, inni już konali. Zapewne mieszkańcy sycylijskiego portu nie domyślali się, że staną się pierwszymi w Europie ofiarami czarnej śmierci, potężnej pandemii, która niebawem dotknie większą część Europy i dotrze aż na same jej krańce, do Szwecji, Norwegii, na Wyspy Owcze i Szetlandy, aby wreszcie, po pięciu latach wędrówki przez spustoszony kontynent, poprzez Ukrainę i dorzecze Wołgi powrócić na Krym. Trzeba tutaj pamiętać, że była to jedynie pierwsza fala czarnej śmierci. Zaraza nie wycofała się bowiem na dobre i powracała jeszcze wielokrotnie, z początku co 6–12 lat, później co 15–20 lat, tak więc stała się częścią życiowego doświadczenia właściwie każdego Europejczyka. Szczególnie dotkliwe były jej dwa pożegnalne akordy – epidemia w Londynie (1665 r.), która pochłonęła 20 proc. ludności miasta, i mór w Marsylii (1720 r.), gdzie straty szacuje się nawet na 50 proc. mieszkańców.

Przyjmuje się, że sprawcą owej katastrofy demograficznej, która wedle powszechnych szacunków pochłonęła 1/3 ludności Europy, była bakteria Yersinia pestis, odkryta w 1894 r. podczas epidemii dżumy w Hongkongu. W zależności od objawów choroba ta przybiera trzy formy: dżumy dymieniczej (charakterystycznym objawem są powiększone węzły chłonne), dżumy posocznicowej (bakterie przenikają bezpośrednio do krwi i śmierć następuje zwykle już w dniu zarażenia) i dżumy płucnej. Zachowane opisy czarnej śmierci podkreślają, że ofiary cierpiały od gorączki oraz nabrzmiałych guzów, a na ich skórze pojawiały się czerwone plamy, przez co zwykle utożsamia się ją z dżumą dymieniczą.

Yersinia pestis jest chorobą szczurów, przenoszoną przez pchły pasożytujące na gryzoniach. Właśnie insekty miałyby być odpowiedzialne za przeniesienie choroby na człowieka. Jednakże trudno wędrówkami szczurów wytłumaczyć błyskawiczny pochód czarnej śmierci poprzez wsie i miasta Europy, zwłaszcza że szczur śniady, jakkolwiek pokonuje znaczne odległości, nie garnie się zbytnio do ludzkich siedzib, jego krewniak zaś, szczur wędrowny, ochoczo popasa u ludzi, ale też niechętnie wędruje. Co więcej, szczurze pchły żerują na człowieku jedynie po stracie swego naturalnego żywiciela, a źródła europejskie, w przeciwieństwie do chińskich i muzułmańskich, nie wspominają o szczurzej hekatombie, która poprzedzała wybuch zarazy. Dlatego też czasami nosicieli czarnej śmierci upatruje się również w ludzkich pchłach i wszach. Niektórzy badacze podejrzewają wręcz, że pałeczka dżumy zmutowała i dlatego bakteria odkryta w czasach nowożytnych jest nieco odmienna od czarnej śmierci. Jeszcze inni uważają wręcz, że za plagę odpowiedzialny był wąglik lub inna choroba (na przykład jakaś forma gorączki krwotocznej albo dur plamisty). Być może w przyszłości uda się ostatecznie zidentyfikować sprawcę epidemii na podstawie kompleksowych badań genetycznych szczątków ofiar.

Spór wokół klinicznej natury czarnej śmierci nie może w żadnym razie przesłonić sprawy podstawowej – niezmierzonego ogromu zniszczeń, jakich dokonała. Oczywiście istniała pamięć, choćby czysto literacka, o wcześniejszych zarazach: gorączce peloponeskiej, o której pisał Tukidydes, czy morze (mór, pomór) Justyniana, który spustoszył Cesarstwo, pochłaniając m.in. 40 proc. ludności Konstantynopola. W średniowieczu znano też – nierzadko z doświadczenia własnego lub najbliższych – choroby zakaźne, np. odrę i ospę, które zbierały okrutne żniwo wśród dzieci. Ale choroby te występowały stale i dotykały najsłabszych, oszczędzając osoby w sile wieku, a po ich ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Autorka jest mediewistką (absolwentką Wydziału Historii KUL oraz doktorantką Central European University w Budapeszcie), znaną i nagradzaną pisarką fantasy; ostatnio była w grupie reprezentującej Polskę na Międzynarodowych Targach Książki w Lipsku w marcu 2006 r.