POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 30 (2151) z dnia 1998-07-25; s. 30

Świat

Artur Górski

Pochód wstecz

Jak stwierdził jeden z konsultantów brytyjskiego rządu do spraw Ulsteru, Andy Wood, deszcz to najtańszy policjant i gdyby pojawił się na początku demonstracji Loży Orańskiej w Portadown, pozostając kilka dni na służbie, być może nie doszłoby do rozruchów na tak szeroką skalę. Chyba jednak Wood nie ma racji - skoro oranżyści nie ugięli się pod pałkami RUC (Royal Ulster Constabulary), trudno sądzić, aby przestraszyli się deszczu.

Choć członkowie protestanckiej Loży Orańskiej deklarowali, że ich pochód przez katolicką aleję - Garvaghy Road będzie miał charakter pojednawczy, ot, pomachają w stronę katolików, Komisja do spraw Marszów miała swoje zdanie: pomarańczowe pochody niejednokrotnie prowadziły do krwawych zamieszek. Sytuację zaogniło - i to w sensie dosłownym - podpalenie katolickiego kościoła oraz katolickiej szkoły podstawowej w Portadown. Oranżyści, na których drodze stanęła policja, postanowili jednak dopiąć swego i w pobliżu posterunków rozbili obóz. Ich postawa dała sygnał do rozruchów. I gdy we Francji kibice szykowali się do wielkiego festynu po finałowym meczu mistrzostw świata, zaś młodzi Europejczycy świętowali berlińską paradę miłości, w Ballymoney zapalające bomby protestanckich terrorystów zabiły trzech chłopców z mieszanej protestancko-katolickiej rodziny.

To tragiczne wydarzenie powstrzymało nieco eskalację nienawiści, potępił je nawet Wielki Mistrz Loży, Robert Saulters. To samo uczyniły najważniejsze postacie politycznej sceny tego rejonu Europy. Wydawało się, że pokój jest tuż, tuż... Bądź co bądź niewiele wcześniej, bo ...