POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 10 (2340) z dnia 2002-03-09; s. 78-79

Społeczeństwo / Listy

Ryszarda Socha

Pod dachami altanek

Jak na Pomorzu bezdomnych policzono

Zarządzono pospolite ruszenie. O godzinie 20, tego samego dnia, we wszystkich miejscowościach województwa pomorskiego zespolone siły 120 ośrodków pomocy społecznej i organizacji pozarządowych, wspierane przez policję, straż miejską, służbę ochrony kolei, funkcjonariuszy zakładów penitencjarnych oraz służbę zdrowia, przystąpiły do liczenia bezdomnych.

Rachmistrze bezdomności sprawdzali noclegownie, schroniska, szpitale, więzienia oraz różne miejsca niemieszkalne – altany na działkach, garaże, szopy, zsypy, węzły ciepłownicze, piwnice, klatki schodowe, okolice dworców, wagony na bocznicach kolejowych, pustostany, domy do rozbiórki, a nawet meliny. Obywatele mogli informować o miejscach pobytu bezdomnych przez bezpłatną infolinię. Liczeniu sprzyjał mróz i postawa samych bezdomnych, którzy meldowali pracownikom socjalnym, gdzie ich szukać wieczorem.

Doliczono się 2144 bezdomnych, z tego: w schroniskach – 1038 osób, w miejscach niemieszkalnych – 957, w szpitalach i zakładach opieki zdrowotnej – 39, w placówkach penitencjarnych – 99, w izbach wytrzeźwień – 11.

Schronisko da się lubić

Przy okazji liczenia przeprowadzono ankiety. – Coraz bardziej szanuję bezdomnych, którzy pozostają poza schroniskami, oczywiście, nie tych, którzy piją w pustostanach, ale tych, którzy próbują radzić sobie bez nas – mówi Mirosława Jezior, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gdyni. Ma powody, by szanować ludzi z altanek. Są bardzo biedni, ale w sensie społecznym bardziej przystosowani do życia niż lwia część gości ...

Giganci i inni

Dr Jerzy Żurko z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego wśród bezdomnych wyodrębnia pięć podstawowych grup. Uważa, że dla każdej powinno się tworzyć odrębne placówki.

• Najlepiej rokują byli więźniowie, którzy po odbyciu kary nie przyłączają się do środowiska przestępczego, ale zgłaszają się do schronisk dla bezdomnych, poszukują pracy. Przeważnie nie są alkoholikami.

• Inaczej jest z gigantami – starą subkulturą bezdomnych, gdzie 80 proc. osób jest dotkniętych nałogiem. Giganci przypominają francuskich kloszardów, ale nie traktują swojej bezdomności jako alternatywnego stylu życia. Na ogół trawi ich poczucie tragiczności. Nadzieje na ich socjalizację są niewielkie.

• Osobną grupę stanowią osoby z zaburzeniami psychicznymi. Ich przypadłości nie zawsze kwalifikują się do leczenia szpitalnego, ale są uciążliwe dla rodziny i otoczenia. Bywa, że po pewnym czasie bliscy nawiązują z bezdomnym kontakt i następuje powrót do domu. Generalnie trudno tu przewidzieć finał.

• Różnie też mogą ułożyć się losy osób samotnych z dziećmi. Najczęściej są kobiety, w konflikcie z rodziną albo ofiary przemocy.

• Ostatnia grupa to rodziny z dziećmi. Dzieci zwiększają szanse dorosłych na znalezienie miejsca w społeczeństwie, ale go nie gwarantują.