POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 30 (2151) z dnia 1998-07-25; s. 64-65

Społeczeństwo

Anna Matałowska

Pod Grunwaldem

Serwisy prasowe doniosły nazajutrz, że bitwa pod Grunwaldem zakończyła się bez sensacji. Znowu Krzyżacy przegrali. A komtur z Ostródy ocenił, że walka przebiegała przyjaźnie, bo wcześniej się umówili, kto zginie.

Pierwsze obozowisko przy polach Grunwaldu Krzyżacy rozbili trzy dni przed bitwą. Grupa dwudziestu rycerzy zakonu z Elbląga wędrowała cztery dni w strojach organizacyjnych. Broń i sprzęt jechały na wozach. Niestety, rycerze z Elbląga dysponują niewielkim taborem, dlatego nie zabrali się ci wszyscy, którzy pragnęli wziąć udział w bitwie.

W obozowisku zwracał uwagę piękny namiot poznańskich najemników. Wysoki, z prawdziwym drewnianym masztem i odciągami. Krzyżakom średniowieczne namioty szyje firma z Gdyni. Zamiast masztów drewnianych dorabiają składane rurkowe, bo nie sposób dzisiaj wyrąbywać lasów na maszty w każdym miejscu, gdzie Krzyżacy rozbijają namioty. A przemieszczają się oni po Polsce szczególnie w sezonie, kiedy impreza goni imprezę.

Szał w oczach

Trzystu chłopa stawiło się do walki. Jacek Szymański, jeden z organizatorów bitwy, grafik komputerowy z Warszawy i Mistrz Bractwa Miecza i Kuszy był Jagiełłą. Krzysztof Górecki, właściciel agencji artystycznej Chorągiew Komturii Gniewskiej - drugi z organizatorów - w bitwie ze swoją drużyną rycerską stał przy Wielkim Mistrzu. Stanisław Szmit, policjant z ...