POLITYKA

środa, 17 lipca 2019

Polityka - nr 37 (2210) z dnia 1999-09-11; s. 61-63

Gospodarka

Artur Górski  [wsp.]Grzegorz Adamski

Podejrzany zapach perfum

Od kilku lat toczy się tajemnicza wojna o prawo handlu w strefie wolnocłowej Międzynarodowego Portu Lotniczego Warszawa-Okęcie. Uczestniczą w niej polskie i zagraniczne firmy, krajowi urzędnicy i obcy dyplomaci. Wojna jest tak tajemnicza, że nawet ustalenie podstawowych faktów jej dotyczących okazuje się trudnym zadaniem. Gdyby ktoś poszukiwał przykładu, do czego prowadzi brak jasnych reguł w gospodarce, z pewnością znajdzie go na Okęciu.

Konflikt na lotnisku zaczął się w 1991 r., kiedy Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze (PPL) ogłosiło przetarg na prowadzenie strefy wolnocłowej na terenie budowanych właśnie nowych terminali. Wygrała go australijska firma Richardson, jednak nie zdążyła rozpocząć działalności, bo przed zakończeniem budowy Porty Lotnicze unieważniły przetarg. Australijczycy musieli na drodze sądowej dochodzić - z dobrym skutkiem - zwrotu 3 mln dolarów depozytu, który wpłacili zawierając umowę z PPL. Dlaczego zawarto, a potem zerwano umowę z Richardsonem, dziś już nikt nie pamięta.

Po uruchomieniu nowego terminalu PPL zawarło z kilkoma polskimi firmami umowę dotyczącą prowadzenia handlu w strefie duty free sygnalizując jednocześnie, że sytuacja ma charakter tymczasowy, bowiem planowane jest rozpisanie kolejnego przetargu dla firmy, która zostanie zarządcą całej strefy wolnocłowej. Dla podkreślenia tego faktu, umowy najmu lokali sklepowych firmy prowadzące handel musiały przedłużać co miesiąc.

W 1995 r. ogłoszono kolejny przetarg na "prowadzenie działalności gospodarczej w ramach kontraktu o&...