POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 45 (2166) z dnia 1998-11-07; s. 38-40

Świat

Jolanta Berent

Podwójne życie rogacza

Włochami wstrząsnęła sprawa 49-letniej prostytutki spod Rawenny, Giuseppiny Barbieri, która uprawiała swój zawód bez zabezpieczeń, mimo iż zdawała sobie sprawę, że zarażona jest wirusem HIV. Powiało grozą. Odezwała się armia zaniepokojonych klientów, a nawet pewien młodzieniec troszczący się o los 50-letnich rodziców, którzy "zadawali się z tą panią". W tle pojawiło się pytanie: ilu Włochów chodzi na dziwki? W 40 lat po zamknięciu, 20 września 1958 r., domów publicznych na mocy prawa Morliniego.

Z płatnych usług erotycznych korzysta 9 mln Włochów i około 600 tys. Włoszek. 50 tys. prostytutek dzieli między siebie i swoich opiekunów dochody rzędu ok. 18 mld dolarów. Zdecydowana większość to cudzoziemki, przede wszystkim Albanki, dziewczyny z byłej Jugosławii, Rumunki, Polki, Rosjanki, Ukrainki i Białorusinki, wreszcie Nigeryjki. W ostatnich latach do tej pokaźnej grupy dołączyły Kubanki. Znacznie trudniej spotkać na ulicach Włoszki - działają w systemie part-time, a poza tym są dyskretniejsze - zazwyczaj przyjmują klientów w domu, organizując schadzki przez nieodzowny telefon komórkowy. Nowością w branży są studentki i gospodynie domowe, coraz częściej werbowane przez agencje. Takie jak mediolańska Luna, z katalogiem pań gotowych do udziału w narkotykowej prywatce czy dalekiej podróży, nawet do Kalabrii. Popyt jest spory.

Około 40 tys. Włochów uprawia turystykę erotyczną. Co czwarty lekarz styka się z "dolegliwościami turystycznymi". Ulubione kierunki podróżników-rozpustników to tropiki, Tajlandia, Kuba, a ostatnio nawet Wietnam i... Indie z ...