POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 28 (2966) z dnia 2014-07-09; s. 92-97

Na własne oczy

Anna Tyszecka

Podwójności

Mają po trzydzieści parę lat i polskie korzenie. I należą w Niemczech do pierwszego pokolenia „nie do odróżnienia”.

Tych z Polski rozpoznawało się kiedyś po ciuchach i niepewnym kroku. Zniknęli niepostrzeżenie z niemieckich ulic, tak jak szeptacze – osobnicy dyskretni, porozumiewający się szeptem, by nikt nie słyszał, że mówią po polsku. – Polacy są nie do odróżnienia – mówi Magdalena Szaniawska-Schwabe znad filiżanki z sojową kawą. – Ci, którzy zaczęli osiedlać się w Berline po przystąpieniu Polski do Unii, to już zupełnie inne pokolenie. Bez kompeksów, otwarte, wykształcone. Nie szepczą.

Kawiarnia Fleury rozsiadła się w pobliżu Rosenthaler Platz. Znajdująca się pod nim stacja metra, zamknięta na cztery spusty za enerdowskich czasów, jeszcze do lata 1990 r. była prowizorycznym punktem granicznym między wschodnią i zachodnią częścią miasta. To już odległa historia, choć zaledwie sprzed ćwierćwiecza. Ale to właśnie wówczas rozpoczęło się zrastanie Berlina i Europy, w której rosło pokolenie nowych pośredników – jedni w Polsce, jak Magdalena Szaniawska-Schwabe, dziś dziennikarka, a inni w Niemczech, jak Emilia Mansfeld, działająca we frakcji SPD w Bundestagu.

Obie są politolożkami. Emilia ...