POLITYKA

Piątek, 22 marca 2019

Polityka - nr 9 (9) z dnia 2018-06-27; Niezbędnik Współczesny. 2/2018; s. 92-97

CYWILIZACJA

Tadeusz Zatorski

Poetyka spisku

W tej historii naprawdę interesujące jest formowanie się legendy, przetwarzanie zdarzenia banalnego – choć w skutkach tragicznego – w mit. Równie mało wyszukany, co sama zbrodnia.

Zabójstwo Johanna Joachima Winckelmanna, niemieckiego historyka sztuki i archeologa, dokonane przez Francesca Arcangelego w Trieście 250 lat temu, 8 czerwca 1768 r., mogłoby posłużyć za jeszcze jedną ilustrację tezy o banalności zła: trudno sobie wyobrazić zbrodnię zaplanowaną i popełnioną w sposób bardziej dyletancki, prymitywny i bezmyślny, i to na oczach kilkorga świadków. Śmiertelnie raniony Winckelmann żył jeszcze parę godzin i zdołał złożyć wyczerpujące zeznania. Sprawca został schwytany, przyznał się do winy, a postępowanie sądowe przeprowadzono z wzorową skrupulatnością. Mimo to mord ów szybko obrósł niesamowitą legendą, stając się przedmiotem najdziwaczniejszych domysłów i najbardziej awanturniczych spekulacji. I to jest w tej historii najbardziej intrygujące.

Mord w Trieście

W swoją ostatnią podróż Winckelmann (ur. 9 grudnia 1717 r.) wyruszył z Rzymu 10 kwietnia 1768 r. w towarzystwie włoskiego rzeźbiarza Bartolomeo Cavaceppiego. 51-letni uczony był u szczytu sławy. Wydane cztery lata wcześniej „Dzieje sztuki starożytnej” uczyniły zeń, jak napisał jeden z ...