POLITYKA

Poniedziałek, 17 grudnia 2018

Polityka - nr 7 (7) z dnia 2018-06-06; Pomocnik Historyczny. 4/2018. Za chlebem i wolnością; s. 40-41

XIX w.

Andrzej Krajewski

Polaca, czyli prostytutka

Domy publiczne w Ameryce Południowej przed stu laty pękały w szwach od kobiet uprowadzonych z ziem polskich.

Detaliści i hurtownicy. „Polska dostarcza dla całego świata po kilkanaście tysięcy dziewcząt rocznie na ofiarę rozpuście. Są to częstokroć zupełnie skromne, niewinne istoty” – ostrzegał czytelników pisma „Czystość. Tygodnik Etyczny” w 1909 r. Augustyn Wróblewski. Ten wybitny biochemik, zaangażowany w działalność społeczną, bił na alarm. Oto pojedynczy sutenerzy oraz zorganizowani gangsterzy na różne sposoby omamiali dziewczyny, żeby wywieźć je do domów publicznych na drugim krańcu kuli ziemskiej. „Detalista dostarcza dziewczęta do celów prostytucyjnych rozpustnikom, a rzadziej do burdelów. Handel zaś hurtowy ma na celu dostarczanie do krajowych i zagranicznych lupanarów i jaskiń rozpusty całego świata ładnych dziewcząt” – pisał Wróblewski, twierdząc, iż powstała międzynarodowa organizacja przestępcza trudniąca się stręczycielstwem na ogromną skalę.

Popyt i podaż. Pod koniec XIX w. białe kobiety, zwłaszcza o jasnej karnacji, w Ameryce Południowej stanowiły egzotykę. Płacono ogromne sumy za ich usługi seksualne. Właściciele domów publicznych oferowali nawet 10 tys. niemieckich marek za ...