POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 32 (2362) z dnia 2002-08-10; s. 27-28

Kraj

Andrzej Karkoszka

Polatać czy pomyśleć?

Po co właściwie mamy kupować nowe samoloty?

Wydaje się, że władza i część generalicji przygotowują już szampana na okazję wyboru nowego wielozadaniowego myśliwca dla naszych sił powietrznych. Zapytania ofertowe wysłane, podstawowe warunki dotyczące zamówień offsetowych przyjęte przez Sejm, wstępne umowy kompensacyjne między potencjalnymi partnerami zawarte, opinia publiczna w zasadzie poinformowana – można więc przystąpić do rozstrzygania przetargu. To już ostatnia chwila, żeby się z tej operacji wycofać.

Zwrot ku euroatlantyckim strukturom bezpieczeństwa, formalnie przyjęty i realizowany od początku poprzedniej dekady, stworzył apetyt na jak najszybsze dostosowanie polskich sił zbrojnych do technicznego poziomu przyszłych sojuszników. Już w początkowych kontaktach z przedstawicielami zachodnich rządów i armii pojawiły się pytania o możliwość wprowadzenia do naszego uzbrojenia nowoczesnych samolotów. Siły lotnicze dowiodły w czasie Pustynnej Burzy, że są decydującym orężem we współczesnej wojnie. Nowoczesny zachodni samolot byłby najlepszym, namacalnym dowodem trwałości naszych nowych związków wojskowo-strategicznych. Niepewność co do kierunku polityki niegdyś Związku Radzieckiego, a potem niestabilnej i groźnej Rosji, kazała szukać zarówno wojskowo-materialnych, jak i symbolicznych środków zaradczych. Amerykański samolot bojowy – bo tylko taki wchodził wtedy w grę – wydawał się najlepszym rozwiązaniem.

Pamiętam poufny briefing w sprawie ogólnych warunków uzyskania samolotów F-16, zorganizowany w podziemiach Pentagonu w 1993 r. przy okazji wizyty delegacji MON. Przedstawiono nam orientacyjne ceny, warunki techniczne i organizacyjne, przybliżone koszty eksploatacyjne. Kolorowe materiały techniczne, uderzająca otwartość, serdeczne ...