POLITYKA

środa, 19 grudnia 2018

Polityka - nr 10 (2494) z dnia 2005-03-12; s. 56-57

Świat / Zagraniczne kariery

Marta Hermanowicz

Polish City Club

Najczęściej przywoływany obraz Polaków, którzy wyjechali spróbować sił w Wielkiej Brytanii, to zagubieni koczownicy z londyńskiego dworca Victoria. Ci, którym się nie udało. Tymczasem Bitwa o Anglię nie jest jeszcze przegrana, a świadczą o tym losy Polaków, którzy zrobili tam karierę.

Nowy etap w życiu świeżo upieczonego polskiego londyńczyka rozpoczyna się standardowo: malutki pokoik, poszukiwanie pracy... Do skutku, dopóki starczy sił i oszczędności. Młodzi ludzie, bardzo często z wyższym wykształceniem, pracują w Londynie głównie na budowach albo w pubach. Wiele osób zaczyna od sprzątania. To zajęcia poniżej kwalifikacji, ale dyplomy polskich uczelni nie robią większego wrażenia na brytyjskich pracodawcach. Młodzi Polacy też nie są zbyt elastyczni. Większość nie widzi miasta jako miejsca równych szans.

Część przyjeżdżających w poszukiwaniu pracy działa chaotycznie, bez żadnego planu. Przez to narażają się tylko na przykre doświadczenia – twierdzi 28-letni Radosław Illing, szczecinianin, od półtora roku londyńczyk i prawnik w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. Jego koleżanka z EBOiR Justyna Tarnowska-Jackholt dodaje: – Gdy londyńskie City jest w stanie zaoferować jedynie posadę sprzedawcy kanapek, przyjmują taką pracę i rezygnują z walki o lepszą przyszłość. Polacy zwykle poddają się opinii innych rodakó...