POLITYKA

Wtorek, 21 listopada 2017

Polityka - nr 43 (3133) z dnia 2017-10-25; s. 9

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Róża Thun

Róża Thun

Politycy w roli programów

Coraz częściej wyborcy kierują się personaliami. Popierają wyraziste postaci, dając się uwieść walorowi nowości, nawet jeśli jest świeżość z odzysku. Mało kto już wczytuje się w partyjne deklaracje.

Przyglądam się wyborom u naszych czeskich sąsiadów, Andrejowi Babiszowi podającemu się za polityka nowego i innym, którzy weszli tam do parlamentu. Próbuję zrozumieć, co się stało i czym właściwie kierują się wyborcy w krajach, gdzie ostatnio głosowano. W Austrii stery przejął Sebastian Kurz, kolejny polityk podający się za nowego w tym zawodzie. I również niedawna zmiana we Francji wydaje mi się w niektórych aspektach podobna.

Oczywiście Emmanuel Macron to inny kaliber niż jego nowi koledzy z Czech i Austrii, z którymi będzie teraz zasiadał w Radzie Europejskiej: obronił Francję przed nacjonalistycznym i rasistowskim populizmem Marine Le Pen, przyciągając wyborców do urn wielką wizją coraz mocniej zjednoczonej Europy. Na ile jego deklaracje były prawdziwe, jeszcze się okaże, bo na razie francuski protekcjonizm kwitnie, a wizja Europy dwóch prędkości ma się coraz lepiej. Ale tak jak pozostałym dwóm zwycięzcom, udało mu się uzyskać wizerunek człowieka spoza establishmentu, mimo że jest absolwentem elitarnych uczelni, które kształcą przyszłą administrację publiczną i polityków, ma przeszłość bankowca, a potem ministra w rządzie Hollande’a. Sebastian Kurz jest młody, dynamiczny, wlewający nadzieję w serca. Mimo że odkąd go pamiętają, był działaczem młodzieżówki partyjnej, potem wiceministrem z ramienia austriackiej chadecji, przez cztery lata ministrem spraw zagranicznych, teraz będzie kanclerzem Austrii postrzeganym przez wielu jako nowa krew w polityce.

I wreszcie premier elekt Andrej Babisz, również posługujący się antyestablishmentową i antyelitarną retoryką, w czym bynajmniej nie przeszkadza mu fakt, że sam jest przedsiębiorcą, miliarderem i byłym ministrem finansów, że niby walczy z korupcją, ale sam jest oskarżony o defraudację funduszy europejskich. Jego partia ANO – Akcja Niezadowolonych Obywateli – rozbija tradycyjny porządek partyjny, do którego jesteśmy przyzwyczajeni: prawica, lewica i środek, zbierając ludzi z różnych stron i o bardzo różnych przekonaniach, dając im nadzieję na coś nowego. Potrzeba czegoś nowego umożliwiła również Macronowi zdobycie mocnego i ponadpartyjnego poparcia dla jego ruchu En Marche! Sebastian Kurz wprawdzie pozostał chadekiem, ale nie tylko walczył w wyborach odrzuciwszy zużytą nazwę: Österreichische Volkspartei (Austriacka Partia Ludowa), którą zamienił na: Liste Sebastian Kurz – die Neue Volkspartei (Lista Sebastiana Kurza – Nowa Partia Ludowa). Nadał też tej starej partii nowe zabarwienie w sensie dosłownym: zmienił jej czarny kolor na turkusowy.

Ale tu podobieństwa trzech nowych liderów państw członkowskich Unii Europejskiej się kończą. Bo o Babiszu piszą podobnie jak Tomasz Piątek o Antonim Macierewiczu, czyli wielu podejrzewa go o solidną siatkę powiązań z Putinem. Jednak liczę na to, że sytuacja u naszych sąsiadów będzie mniej dramatyczna niż w Polsce, bo Czechów, jak wiadomo, raduje absurd. Babisz jako Słowak z pochodzenia jest przeciwko imigrantom, jako wieloletni przedstawiciel czechosłowackiej organizacji handlu zagranicznego w Maroku jest przeciwko muzułmanom. To nie koniec dziwnych sprzeczności. W tym małym kraju aż dziewięć partii przekroczyło próg wyborczy. Jedna z nich jest prowadzona przez nacjonalistę czeskiego, który, wbrew temu, czego by się człowiek spodziewał, nazywa się Tomio Okamura, a urodził się w Tokio z jak najbardziej japońskiego ojca. Zdecydowanie proeuropejska partia sławnego Karela Schwarzenberga Top09 dostała się do parlamentu w Pradze nie tylko dzięki 80-letniemu księciu, założycielowi tego ugrupowania, ale też za sprawą Dominika Feri, który imponującą fryzurę afro odziedziczył po swoim etiopskim ojcu, a stroi się zdecydowanie staranniej niż jego stary cesarsko-królewski mistrz. Żeby Czechom nie było nudno, Babisz ogłosił, że widzi możliwość współpracy z Partią Piratów, młodych programistów, znanych między innymi z tego, że chcą zliberalizować prawo dotyczące używania marihuany. Z czterech ugrupowań, które w Czechach uzyskały największe poparcie, tylko jedna, ODS Vaclava Klausa, jest partią w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, pozostałe przedstawiają się jako antyestablishmentowe antypartie.

Odnoszę wrażenie, że dla głosujących proporcja wagi osoby lidera do treści programu przesuwa się coraz bardziej na stronę postaci reprezentującej partię. W pierwszej debacie prezydenckiej i w pierwszej turze wyborów we Francji młodszy od wszystkich innych kandydatów Emmanuel Macron wyróżniał się nie tylko swoimi zdecydowanie proeuropejskimi poglądami, ale też zapałem i determinacją.

Tak jak w Austrii Sebastian Kurz uratował chadeków bardziej swoją osobą i młodzieńczą energią niż programem, tak i w Czechach wybory koncentrowały się o wiele bardziej na osobach niż na partyjnych programach. To Andrej Babisz osobiście zebrał głosy dla ANO i wyprowadził ją na zdecydowane prowadzenie. Mimo że partia TOP09 straciła 19 z 26 miejsc w ławach poselskich, to sam Karel Schwarzenberg, postać wyjątkowa i niezwykle ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]