POLITYKA

Piątek, 19 kwietnia 2019

Polityka - nr 35 (2208) z dnia 1999-08-28; s. 48-49

Kultura

Artur GórskiMagdalena Michalska  [wsp.]

Polityka i liryka

Radovan Karadżić, zbrodniarz wojenny w byłej Jugosławii, zapowiadał się kiedyś na prawdziwego poetę - pisał wiersze i wierzył, że mogą one zmieniać świat na lepsze. Nie tylko on: wielu mężów stanu naszego stulecia wywodziło się z kręgów literackich - nawet najbardziej okrutni despoci pisali wiersze, tak samo jak ich przeciwnicy. W wielu przypadkach liryczne strofy nijak miały się do działalności politycznej ich autorów.

"Że Grek jest twoim bratem, tęskniąc za krajem zrozumiesz" - pisał w latach 40. młody turecki poeta Bullent Eçevit (także tłumacz T.S. Eliota i Rabindranatha Tagore). Niespełna trzydzieści lat później, już jako premier, doprowadził do inwazji tureckiej na Cypr, rozpoczynając wojnę z Grekami.

Gdyby nie polityka i dramatyczne wydarzenia z nią związane, nie byłoby wielkich dzieł Ernesta Hemingwaya, Ericha Marii Remarque´a, Borysa Pasternaka czy - z innej półki - Frederica Forsytha.

Ale też ludzie pióra często porzucali swój literacki warsztat, by wpływać na politykę jako prezydenci, premierzy, liderzy partii.

Trudno jednoznacznie określić, którego z nich uznać za prawdziwego pisarza: czy tylko tego, który opublikował swoje dzieła, czy także tego, kto w młodości pisywał wiersze. Czy jest pisarzem polityk, którego dorobek intelektualny stanowi zbiór przemówień, czy też emerytowany prezydent, który, jak de Gaulle, spisał swe wspomnienia. Literacką Nagrodą Nobla został na przykład uhonorowany w 1953 r. premier brytyjski Winston Churchill, autor monumentalnego dzieła "Druga Wojna Ś...