POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 14 (2549) z dnia 2006-04-08; s. 6-13

Raport

Ewa WinnickaAnna Dąbrowska  [wsp.]

Polityka i złe obyczaje

Prestiż zawodu polityka wedle sondaży społecznych sięgnął właśnie dna. Politycy za taki stan rzeczy skłonni są winić dziennikarzy. Media, przekonują, uporczywie utrwalają ich negatywny obraz, ingerują w intymność. Czy dziennikarze rzeczywiście przekraczają wyznaczoną prawem granicę prywatności człowieka publicznego? Czy kłopoty osobiste Ludwika Dorna albo Waldemara Pawlaka powinny interesować prasę? A może to politycy mylą sferę publiczną z prywatną?

W maju 2004 r. zaszczuty poczuł się poseł żywiecki Edward Płonka z PO. Sprawa dotyczyła krótkiego życia jego żółwia. Znajomy polityka, znanego dotychczas jako pomysłodawca dopisania kolejnych zwrotek do Mazurka Dąbrowskiego, zauważył w jego przydomowej sadzawce żółwia błotnego. Żółw miał przewierconą skorupę i przytwierdzony był do pobliskiego drzewa za pomocą łańcuszka. Poseł tłumaczył później, że troszczył się o żółwia i nie chciał, żeby uciekł on w nieznane. Plan posła się nie powiódł, ponieważ żółw zdechł. Informacja przedostała się do dzienników, na temat dręczenia zwierzęcia wypowiadali się oburzeni weterynarze i obrońcy przyrody, poseł miał żal do mediów o naruszenie domowej prywatności i wyolbrzymianie problemu. Czy fakt, że trzymał w domu żółwia na łańcuchu, mógł mieć wpływ na jego poselską działalność? Na jakość projektów i trzeźwość głosowań? Nie miał – zapewniał poseł Płonka. A jednak, uznali dziennikarze, społeczeństwo powinno było wiedzieć, że osoba publiczna nie jest wystarczająco rozsądna i ma inklinacje wręcz sadystyczne. Co ...