POLITYKA

Wtorek, 23 kwietnia 2019

Polityka - nr 3 (3094) z dnia 2017-01-18; s. 94

Passent

Daniel Passent

Polityka ­Kapuścińskiego

Po raz pierwszy usłyszałem o Kapuścińskim (to już dokładnie 10 lat od jego śmierci), kiedy nie był jeszcze dziennikarzem, tylko studentem historii na UW. Opowiadała mi o nim moja kuzynka Ditta, która studiowała z nim i wzdychała do niego, jak wiele dziewczyn. Kapuściński bowiem łamał serca jak opłatki. Zawsze cieszył się powodzeniem wśród pań. Podobało im się, że pisał wiersze i miał niepospolity wdzięk. Znał Nową Hutę i afrykańską dżunglę. Imponowało im, że podróżował po kraju, po świecie, po literaturze, koło Nagrody Nobla. (W żartach planowaliśmy, że wynajmiemy samolot do Sztokholmu). Roztaczał wokół siebie tajemniczy urok, którego zagadkę niejedna usiłowała rozwikłać.

Z czasem wiersze zarzucił (był o nich kiepskiego zdania), ale powodzenia nie stracił (był o tym dobrego zdania). Wywierał na kobietach, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, „porażające” wrażenie. Pewnego dnia, po latach, już w POLITYCE (1960 r.?), kiedy przyszliśmy do redakcji, zamiast sekretarki znaleźliśmy na jej biurku kartkę, że odchodzi ze ...