POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 44 (2578) z dnia 2006-11-04; s. 64-65

Kultura

Aneta Kyzioł

Półkownik Mrożek

Teatry polskie lubują się w klasyce zachodniej i świeżych sztukach krajowych. Do lamusa odeszła niemal cała dramaturgia epoki PRL. Na młodych reżyserach nie robią wrażenia nawet utwory żyjących klasyków, Mrożka i Różewicza. Są jednak wyjątki.

Wydawać by się mogło, że na ponowną, nie obciążoną stereotypami lekturę zasługują dziś nie tylko Sławomir Mrożek i Tadeusz Różewicz, ale także dramaty innych autorów, jak choćby Stanisława Grochowiaka, Ireneusza Iredyńskiego, Tymoteusza Karpowicza czy Helmuta Kajzara. Starsi reżyserzy nie chcą wracać do przeszłości, młodzi zaś wolą autorów bardziej uniwersalnych albo wystawiają dramaty swoich kolegów. PRL jest gdzieś w połowie drogi: za blisko, żeby uwspółcześniać, za daleko, żeby wystawiać realistycznie.

Atlantyda PRL

Maciej Nowak, szef Instytutu Teatralnego, przyznaje, że przez sześć lat dyrektorowania w Teatrze Wybrzeże wielokrotnie proponował młodym reżyserom wystawienie sztuk Mrożka, bez rezultatu: – Prosiłem, żeby przeczytać „Pieszo”, „Policję”, ale to nie miało dla nich wdzięku. Szukają tekstów, które wyrażą ich dynamikę, ich sposób widzenia świata. Mrożek to nie tylko zwarta, żelazna struktura, ale też myśl wyrosła z fermentu intelektualnego lat 50., która ma się nijak do rozedrgania, rozhisteryzowania współczesnej kultury. Krytyk teatralny Jerzy Koenig uspokaja: – Mrożek, Różewicz są rzadko ...