POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 34 (3023) z dnia 2015-08-19; s. 32-35

Społeczeństwo

Elżbieta TurlejPaweł Mrowiński  [współpr.]

Polska festyniarska

Co weekend – setki festiwali, festynów i pikników. Ale uczestnicy sołeckiego święta w Babie nigdy nie spotkają się z widzami Open’era. Mają też coraz większy kłopot z ich zrozumieniem. Bo zabawa dzieli Polskę nie mniej niż polityka.

Na Dni Stężycy (lubelskie) wchodzi się przez dmuchaną bramę z logo znanego banku. Jurek Kożuchowski, rocznik 1970, bezrobotny bez prawa do zasiłku, pokonuje ją w półzgięciu, mającym zamaskować cztery butelki żubra ukryte w spodniach. Opłaca się, bo za dmuchaną bramą cena piwa skacze trzykrotnie. – Porobiło się – mówi Kożuchowski, mijając ogrodzone taśmą (z logo banku) stragany z żelkami i watą cukrową, scenę (z występującym zespołem góralskim), strefę dzieci (z malowaniem twarzy) i sportowców rozgrzewających się na bieg dla chorej Majeczki (każdy może wybiegać 10 zł, od sponsora).

Biedny bierze, co dają

W całej Polsce rozkręca się karnawał festiwali i festynów. Tych biletowanych, których na półmetku wakacji było ponad sto, i darmowych, idących w tysiące, organizowanych w ramach dni miast czy gmin. W 2013 r. (badania GUS) uczestniczyło w nich ponad 20 mln osób. W tym roku będzie więcej, bo pojawiają się nowe festiwale (np. ...