POLITYKA

Niedziela, 17 grudnia 2017

Polityka - nr 29 (3119) z dnia 2017-07-19; s. 19-21

Polityka

Grzegorz Rzeczkowski

Polska Russiagate

W tle amerykańskiej „Russiagate”, dochodzenia w sprawie ingerencji Rosji w amerykańskie wybory prezydenckie, ujawniane są nowe fakty o rosyjskich wpływach w Polsce. Tym razem obejmujące wiceministra obrony Bartosza Kownackiego i innych ludzi bliskich PiS.

W Ameryce właśnie na jaw wypłynęły maile, które dowodzą, że najstarszy syn prezydenta USA, a zarazem jego doradca Donald Trump junior na początku czerwca 2016 r. przyjął – i to z entuzjazmem – ofertę wysłaną mu przez pośrednika Kremla: propozycja dotyczyła przekazania dokumentów obciążających Hillary Clinton, kandydatkę demokratów w zbliżających się wówczas wyborach prezydenckich. Większość maili Clinton, jeśli nie wszystkie, została wykradziona przez rosyjskich hakerów. Na razie prezydent Trump, nowy bohater pisowskiego ludu po ostatniej wizycie w Polsce, twierdzi, że nie wiedział o spotkaniach swych współpracowników z Rosjanami.

Tropy w taśmach

Ujawnienie spotkań młodego Trumpa z rosyjską prawniczką i powiązanym z Moskwą lobbystą skłoniło niektórych do snucia porównań między amerykańską aferą okołowyborczą a polską aferą taśmową, która wyniosła PiS do władzy – publikowane w odcinkach nagrania osłabiły PO, dając paliwo partii Jarosława Kaczyńskiego, której działacze dziwnym trafem nie zostali podsłuchani.

Roman Giertych, reprezentujący podsłuchanych w restauracji Sowa i Przyjaciele polityków PO Radosława Sikorskiego i Jacka Rostowskiego, opublikował niedawno na Facebooku wpis pod jednoznacznie brzmiącym tytułem „Maskirowka” (tak w nomenklaturze rosyjskich służb nazywa się działanie maskujące rzeczywistą akcję), który dotyczy afery taśmowej. Giertych odświeża taką oto tezę: afera taśmowa to przynajmniej w części robota rosyjskich służb, które wykorzystały fakt, że główny organizator procederu podsłuchowego, skazany niedawno za to w pierwszej instancji na 2,5 roku więzienia Marek Falenta, był winny rosyjskiej Kuzbaskiej Kompanii Paliwowej (KTK), zajmującej się m.in. wydobyciem węgla i handlem nim, 26 mln dol.

„Na to, że Falenta poszedł na jakiś układ z Rosjanami, wskazuje fakt, że mimo tak ogromnego długu żyje i się nie ukrywa. Takich pieniędzy nikt nie daruje. Jeżeli im nie zapłacił, to musiał się inaczej dogadać. Braliśmy pod uwagę, że w ramach rekompensaty odpalił podsłuchy” – to cytat z anonimowej wypowiedzi jednego z szefów polskich służb, cytowanej kilka miesięcy temu przez „Gazetę Wyborczą”. Skądinąd wiadomo, że Falenta mógł być zły na rząd za to, że po najeździe na jedną z jego firm Centralnego Biura Śledczego miał stracić 100 mln zł. W ramach zemsty i rekompensaty zaoferował Rosjanom nagrania – głosi teoria, której zwolennikiem jest najwyraźniej Roman Giertych. „Te wszystkie okoliczności pozwalają mi postawić publicznie tezę: jest wysoce prawdopodobne, że afera podsłuchowa była pierwszą operacją rosyjską na terenie państw zachodnich, gdzie zastosowano połączenie metod szpiegowskich, gospodarczych oraz politycznych celem popchnięcia wydarzeń politycznych w zamierzonym przez Kreml kierunku. I fakt, że tym kierunkiem są rządy partii rzekomo antyrosyjskiej, nie ma żadnego znaczenia. Prawica Republikańska w USA też zawsze była najbardziej antyrosyjska. Wprowadzanie w błąd jest bowiem istotą maskirowki” – konkluduje w swoim wpisie Giertych.

W tym przypadku „maskirowka”, czyli zatarcie śladów, miało polegać na skierowaniu tropów w kierunku kelnerów. Ale nie tylko. Zdaniem Giertycha znaczącą rolę w sprawie odegrali również ludzie związani z Mariuszem Kamińskim, który wówczas był szefem CBA. To oni pierwotnie mieli zorganizować całą akcję podsłuchową. Z wpisu byłego lidera LPR wynika, że na początku kelnerzy „w licznych warszawskich restauracjach” pracowali dla służb, nagrywając biznesmenów. „Celem tej operacji wymyślonej najprawdopodobniej w najbliższym otoczeniu Mariusza Kamińskiego było uzyskiwanie informacji z rozmów biznesmenów celem zwalczania korupcji”. Dopiero potem działalność została rozszerzona o polityków PO i związane z nimi osoby. A na samym końcu, gdy kelnerzy nawiązali kontakt z Falentą, pod całą akcję mieliby podłączyć się Rosjanie. Skądinąd ostatni wyciek nagrań z ks. Kazimierzem Sową pokazuje, że akcja się nie skończyła i może potrwać jeszcze długo i że „jakieś służby” tymi materiałami wciąż grają.

Warto przy okazji przypomnieć, że udziały w Sowie i Przyjaciołach mieli ludzie związani z Grupą Radius, działającą na rynku nieruchomości, którą kontroluje z kolei człowiek powiązany z rosyjskim obozem władzy. Mający takie same związki ludzie zakładali też inną warszawską restaurację Lemongrass, w której także mieli być podsłuchiwani politycy Platformy. Wszystko to dokładnie opisał Tomasz Piątek w opublikowanym właśnie bestsellerze „Macierewicz i jego tajemnice” (więcej na temat książki pisaliśmy w POLITYCE 27), za co teraz jest sprawdzany przez wojskowych prokuratorów. Warto tylko dodać, że stosowanie tego typu metod w walce politycznej nie jest niczym nowym dla wschodnich specsłużb. Więcej – to jedna z ich ulubionych metod.

Rosyjski wypad wiceministra

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]