POLITYKA

Piątek, 18 stycznia 2019

Polityka - nr 6 (2438) z dnia 2004-02-07; s. 20-22

Temat tygodnia / Komu zabrać, komu dać

Joanna Solska

Polska trzech światów

Plan Hausnera nabiera konkretnych kształtów, pierwsze ustawy mają wkrótce wejść pod obrady Sejmu. Nawet najzagorzalsi jego zwolennicy zdają sobie sprawę, że aby było lepiej, najpierw musi być gorzej. I w tym właśnie cały problem.

Jerzy Hausner niestrudzenie przekonuje do koniecznej naprawy finansów państwa, ale mało kto uważa, że może na tym skorzystać, natomiast wielu już teraz czuje się ofiarami. Żeby móc ten program wcielić w życie, trzeba pogodzić racje trzech odrębnych, choć żyjących w jednym kraju, światów: pierwszy to ponad dziesięć milionów osób utrzymujących się z różnego rodzaju świadczeń wypłacanych przez państwo. W drugim żyje kilka milionów bezrobotnych w różnym wieku, bezskutecznie szukających pracy, oraz młodzi niewidzący dla siebie szans na lepszą przyszłość. Ten świat słusznie czuje się przez państwo osierocony. Trzeci stanowi kilkuset polityków, z których wielu uważa, że państwo to oni. Mogą program przyjąć, odrzucić albo też zmienić tak, że nie osiągnie swego celu.

Każdy z tych światów kieruje się własną, z jego punktu widzenia racjonalną kalkulacją. Niekoniecznie przystaje ona do określeń typu: „interes społeczny” czy „dobro gospodarki”.

Wielka ucieczka

Na realizacji planu Hausnera straci pierwszy najliczniejszy świat, mają...

Kto popiera Hausnera

Janina Paradowska

Plan wicepremiera Hausnera, który dziś jest już planem rządu i całej koalicji SLD-UP, gdyż obie partie poparły go jednomyślnie, staje się największym wyzwaniem politycznym dla premiera i koalicji. Od słów trzeba wreszcie przejść do czynów, czyli uchwalenia odpowiednich ustaw, a następuje to w wyjątkowo skomplikowanej sytuacji politycznej. Rząd mniejszościowy stał się jeszcze bardziej mniejszościowym po powstaniu dziwacznego sejmowego klubu Romana Jagielińskiego, złożonego z przeróżnych figur o mało zachęcającej przeszłości. Nie jest też jasne, na ile koalicyjna jedność ma charakter jednorazowej demonstracji politycznej, a na ile jest rzeczywistą zgodą na przeprowadzenie oszczędności, zwłaszcza w czasie, gdy bardzo wydłużona kampania wyborcza nabiera tempa, a notowania SLD ciągle lecą w dół. Może się zdarzyć, że plan będzie w sejmowych komisjach branżowych rozmiękczany zarówno przez obrońców wszelkich świadczeń socjalnych jak i przez interesy poszczególnych branż.

Ratunkiem ma być poparcie Platformy Obywatelskiej. PO jednak jednoznacznego poparcia nie da, gdyż sama znalazła się w sytuacji delikatnej. Partia o szybko rosnących notowaniach jawi się jako alternatywa dla SLD, a więc musi zachowywać dystans, a przynajmniej mieć twarde alibi. Zwłaszcza wobec nacisku Prawa i Sprawiedliwości próbującego pospiesznie montować koalicję radykalnie opozycyjnej prawicy, także jako przeciwwagę dla PO. Marzeniem słabnących polityków PiS byłoby dziś wepchnięcie PO w jakąkolwiek koalicję z SLD, choćby parlamentarną dla ratowania finansów państwa. Wówczas można byłoby wygrywać argument, że jedynie PiS jest alternatywą dla SLD. Poparcie Platformy dla kolejnych projektów ustaw można więc uzyskać pod warunkiem dokonania poważniejszych oszczędności już w 2004 r., sformułowania programu oszczędności w administracji (nie tylko na samochodach służbowych i telefonach komórkowych) i przynajmniej częściowego odejścia od finansowania partii z budżetu państwa.

Rząd musi też wyraźnie określić, od którego momentu planu Hausnera już praktycznie nie ma, a więc wytypować głosowania kluczowe dla osiągnięcia zamierzonego celu i zadeklarować, że jeżeli je przegrywa, trzeba po prostu iść na przyspieszone wybory i szukać innych koalicji, innej władzy dla ratowania finansów państwa. Najgorsze bowiem, co zdarzyć się może, to dalsza strata czasu w negocjacjach o każde głosowanie, rozmywanie projektów w komisjach branżowych i wiara, że jakoś to będzie, bo czego Sejm nie uchwali, przywróci się w Senacie, wyjmie się jeszcze kogoś z Samoobrony, policzy wierne głosy wśród części ludowców, przekona kilku posłów, by nie przyszli na głosowanie, a w ostateczności nawet Jagielińskiemu da się tego konstytucyjnego ministra, o którego się upomina. Przy takich grach z planu Hausnera niewiele pozostanie. Pozostanie rząd Millera kurczowo trzymający się władzy, najpewniej już bez wicepremiera Hausnera.

Janina Paradowska

Mapa drogowa

• Plan Hausnera, mający uzdrowić finanse publiczne, przewiduje zmniejszenie wydatków państwa o 30 mld zł do końca 2007 r. Największe cięcia (ponad 21 mld) przewiduje się dopiero na lata 2006 i 2007. W roku obecnym oszczędności będą raczej symboliczne. Wprowadzenie planu w życie wymaga uchwalenia bądź zmiany kilkunastu ustaw.

• Jako pierwsze pod obrady Sejmu trafią ustawy:
• o świadczeniach przedemerytalnych, ograniczająca dostęp do tych zasiłków;
• o zmianie zasad waloryzacji emerytur i rent (będą podnoszone, gdy inflacja przekroczy 5 proc.);
• o przesunięciu nadzoru nad systemem emerytur i rent rolniczych z Ministerstwa Rolnictwa do MGPiSS (przygrywka do reformy KRUS);
• o likwidacji trzynastek dla parlamentarzystów i tzw. R, czyli grupy wysokich urzędników państwowych.

• Projekty niektórych ustaw w sprawach szczególnie trudnych – jak weryfikacja uprawnień do renty, zmiana zasad wspierania zatrudnienia niepełnosprawnych czy reforma KRUS, przewidująca m.in. zwiększenie składek emerytalnych dla bogatszych i najbogatszych rolników – mają być w parlamencie uchwalane dopiero pod koniec roku. Im bardziej rozciągnięty w czasie będzie proces legislacyjny, tym większe jest niebezpieczeństwo, że z pierwotnych założeń planu zostanie niewiele.

Tylko 50% młodych ma pracę
500 tys. osób korzysta ze świadczeń przedemerytalnych
560 parlamentarzystów zadecyduje czy zmniejszyć wydatki socjalne