POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 9 (11) z dnia 2017-09-13; Pomocnik Historyczny. 4/2017. Marcin Luter i reformacja. 500 lat protestantyzmu; s. 56-61

Reformacja

Janusz T. Maciuszko

Polski dwór reformowany

Polska reformacja nie ma żadnego prostego odpowiednika w XVI-wiecznej Europie. Pomagała ukształtować ustrój I Rzeczpospolitej, ale zagościła wśród części mieszczan i szlachty raptem na dwa pokolenia.

Szlacheckie aspiracje. Już w latach 1518–19 odbywały się pierwsze nabożeństwa odprawiane w duchu ewangelickim – począwszy od Głogowa, potem Bytomia (Nadodrzańskiego) i Wrocławia, czyli na ziemiach historycznie związanych z Polską, ale będących ówcześnie poza polską administracją. Reformacja ugruntuje tam z czasem swoją pozycję i dokona m.in. bardzo efektywnego budowania lokalnego Kościoła ewangelickiego i systemu edukacji. Dolnośląskie zaangażowanie w zrodzony w Saksonii ruch reformacyjny można tłumaczyć przesłankami geograficznymi – bliskością terytoriów i kontaktami handlowymi oraz istotną i podobną rolą mieszczaństwa.

Jeśli jednak przekroczyć granicę Śląska i Wielkopolski lub Małopolski – scenariusz kształtował się inaczej. W Polsce od połowy XV w. stan rycerski ewoluował w stronę stanu szlacheckiego, jaki znamy z późniejszej historii: klasy politycznej i ziemiańskiej, mającej swoje obowiązki zbrojne, ale też ambicje polityczne. Te ostatnie zbudują polski parlamentaryzm, składający się z trzech stanów sejmujących: króla, senatu i izby poselskiej. Ok. 1500 r. proces ten nabrał nowej dynamiki, której symbolem była konstytucja Nihil novi z 1505 r. Europa była ówcześnie definiowana przez nowy układ sił politycznych, gdzie argument religijny zaczynał tracić swoje wcześniej – wydawało się wieczne – pozycje. Polska początków XVI w. była krajem, gdzie kształtował się nowy ustrój – monarchia parlamentarna, ale zarazem było potrzebne nowe zdefiniowanie państwa i zakresu władz. Szlachta w swoim interesie widziała ugruntowanie swojej pozycji, ale również utrzymanie monarchii i przywilejów dawnej rady królewskiej, tworzącej obecnie izbę senacką (z uczestnictwem biskupów). Chciano – rozsądnie – ewolucji, a nie rewolucji, uznając, iż debata i szukanie porozumienia politycznego jest gwarancją zachowania porządku publicznego.

Renesansowa i humanistyczna Europa docierała nad Wisłę, często za sprawą edukacyjnych podróży młodzieży szlacheckiej. Nawet jeżeli nie przywożono z nich dyplomów uniwersyteckich, wracano z książkami, znajomością języków, otrzaskaniem we współczesnym świecie, znajomością nowej polityki europejskiej, która potrafiła marginalizować autorytet papieski i wskazywać militarne i polityczne ambicje Watykanu. Spora część przywódców izby poselskiej z sejmów Zygmunta Augusta przejdzie taki lub podobny tryb edukacji i opowie się za reformacją. Dlaczego? Otóż aspirujące do władzy i kariery pokolenia szlacheckie chciały dwóch rzeczy jednocześnie: odsunięcia od dominacji dawnych elit średniowiecznych i modernizacji kraju zgodnie ze swoimi ambicjami. Jedną z podstaw takiego manewru byłoby przyjęcie takiego systemu aksjologicznego, który by racjonalizował postulowane zmiany. Reformacja jako europejska sensacja i debata obejmująca cały kontynent trafiła w tym momencie w sam środek polskich przemian politycznych i ustrojowych. Argument teologiczny pozostawał tu jednak na ogół w tle, co zresztą u schyłku XVI stulecia przyczyniło się do kryzysu polskiego protestantyzmu. Z haseł reformacyjnych przejęto natomiast diagnozę kryzysu Kościoła i potrzebę jego restauracji na nowych zasadach. Zbiegło się z tym pragnienie synów szlacheckich budowania nowych, postśredniowiecznych, modeli karier (majątkowych, politycznych i urzędniczych). Naśladowali oni w tej mierze swoich europejskich rówieśników, choć nie doceniali roli mieszczaństwa w krajach zachodnich i tworzącego się rynku kapitałowego.

Z perspektywy tronu. Sytuację powstałą w Europie po wystąpieniu Marcina Lutra w 1517 r. bacznie śledziła opinia publiczna. Nie inaczej działo się na Wawelu. Zygmunt Stary prowadził w sprawach wyznaniowych politykę konserwatywną. W edykcie toruńskim z 1520 r. zakazał przywożenia do kraju dzieł protestanckich i ich lektury (sankcje aż po spalenie na stosie dla propagatorów literatury protestanckiej pogłębił trzy lata później). W 1534 r. nakazał powrót do kraju tym wszystkim poddanym, którzy przebywali w krajach ewangelickich – chodziło głównie o studentów pielgrzymujących do Wittenbergi. Polecenie to zostało na ogół zlekceważone. Z perspektywy władzy w Polsce dążenie do reformy Kościoła, która oznaczała zmiany pryncypiów teologicznych i niejasną dalszą pozycję biskupów senatorów, było trudno zrozumiałe. Problem traktowano raczej jako wewnątrzniemiecki, bo też skala ewentualnych zmian w ustroju i pozycji Kościoła nie była jeszcze określona. Z pewnością dla opinii europejskiej, a tym bardziej dla władz polskich, szokiem była wojna chłopska w Niemczech (art. s. 32), która też miała swoje polskie odzwierciedlenia. Ten splot wydarzeń dawał argumentację królowi Zygmuntowi, by zapobiegać wszelkiemu szerzeniu protestantyzmu w kraju.

Zarzewiem konfliktu stała się sytuacja w Prusach Królewskich, gdzie od mniej więcej 1521 r. (Toruń i w większej skali Gdańsk) zaczęto odprawiać nabożeństwa w duchu ewangelickim. Zbiegło się to z wystąpieniami plebsu miejskiego dążącego do zmiany ustroju miast, a wykorzystującego argument religijny jako ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]