POLITYKA

środa, 22 listopada 2017

Polityka - nr 24 (3114) z dnia 2017-06-12; s. 15-17

Temat tygodnia

Adam Szostkiewicz

Polski Kościół osobny

Procesje Bożego Ciała to wielka manifestacja publicznej obecności Kościoła. Tylko jakiego? Dokąd Kościół prowadzi dzisiaj wiernych?

Boże Ciało jest świętem mającym łączyć wiernych w podzięce za dar Eucharystii. Ma być publicznym, radosnym wyznaniem wiary katolickiej. Pamiętam jednak słowa, jakie podczas uroczystości Bożego Ciała wypowiedział jeden z najważniejszych hierarchów polskiego Kościoła abp Sławoj Leszek Głódź: „Kościół w naszej ojczyźnie staje się znowu znakiem sprzeciwu, niechęci, agresji, krytyki – nie tylko ze strony grup ateistów i antyklerykałów czy ze strony politycznych przebierańców, którzy na nihilizmie i agresji wobec Kościoła budują swój nowy świat”. Dostojnik przeciwstawił procesje Bożego Ciała paradom równości: „Ilu poszło inną drogą i z inną procesją, z innym marszem niewiary, bez Boga i nadziei na szczęście wieczne? Mamy za sobą okupację niemiecką i sowiecką, i komunistyczne zniewolenie. To w naszym trwaniu przy Chrystusie jest Polska!”.

Kazanie abp. Głódzia dobrze streszcza narrację dominującą dziś w Kościele: jesteśmy krytykowani, więc mamy rację, a Polska albo będzie katolicka, albo jej nie będzie. W ciągu ostatnich kilku lat Kościół coraz wyraźniej wpisywał się w polski konflikt polityczny, zdecydowanie po stronie prawicy pisowskiej. Agresywne polityczne kazania można było usłyszeć i w katedrach, i w zwykłych kościołach osiedlowych czy wiejskich. Tak jakby episkopat i znaczna część duchowieństwa wreszcie strząsnęła z siebie krępującą „poprawność”, narzuconą przez św. Jana Pawła II, który promując dialog i miłosierdzie, był „za dobry” wobec bezbożnego Zachodu, wyrozumiały dla innowierców, zanadto ekumeniczny wobec islamu. Teraz Kościół uwalnia się od tamtego watykańskiego dziedzictwa.

Od lat postępują w polskim katolicyzmie dwa procesy: prawicowe upartyjnianie oraz izolowanie się od Kościoła powszechnego. Hejt, jaki spotkał symbol tego Kościoła – papieża Franciszka – w polskim internecie przed jego przyjazdem do Polski na Światowe Dni Młodzieży w 2016 r., nie nadaje się do cytowania. Działo się to równolegle z braterskimi spotkaniami Franciszka z polskimi biskupami. Obserwatorzy pytali: który katolicyzm jest prawdziwy? Ten kardynała Dziwisza, który rok temu w Boże Ciało mówił w Krakowie: „Zachowamy i pogłębimy jedność, jeżeli motywem przewodnim naszych aspiracji i działań nie będzie osobisty lub partyjny egoizm, nie chęć zdobycia i utrzymania władzy, lecz szczere pragnienie służby Bogu i człowiekowi”? Czy raczej katolicyzm ojca Rydzyka, gromadzącego wokół siebie nową pisowską elitę władzy i wpływu? A elita pisowska wspiera jego wizję Kościoła – antyzachodnią, antyliberalną, konfrontacyjną, wykluczającą. Zawsze z ustami pełnych pobożnych i patriotycznych frazesów.

Ludowi Bożemu, a w każdym razie jego najbardziej aktywnej, dewocyjnej części, to nie przeszkadza. Złe emocje stopniowo, lecz nieubłaganie, degradują polski katolicyzm i psują Kościół hierarchiczny. Coraz mniej w nim miejsca dla większości: dla katolików niepisowskich. Zaczynają oni być zagubioną, zdezorientowaną, milczącą większością, która nie ma reprezentacji w kościelnych mediach i jest ignorowana w duszpasterskich dyskusjach. Język papieża Franciszka, broniący wartości uniwersalnych – prawdy, solidarności, sprawiedliwości, wolności, praw człowieka – jest wypierany z kościelnego przekazu w Polsce. Prawa człowieka zostały zawężone do praw nienarodzonych. Chrześcijański uniwersalizm – do promocji Kościoła narodowego. Nie usłyszymy dziś w kościelnym mainstreamie głosu katolików zbulwersowanych tolerowaniem wdzierania się na ambony mowy nienawiści i insynuacji.

Kardynałów Nycza czy Dziwisza, prymasa Wojciecha Polaka nie słucha się w Kościele (ani w obecnym obozie władzy) tak uważnie jak o. Rydzyka. Wyrocznią dla rządzących jest Tadeusz Rydzyk, głowa polskiego Kościoła narodowego. Postępuje w ten sposób zawłaszczanie katolicyzmu, patriotyzmu, tożsamości narodowej przez jedną opcję polityczną. Społeczeństwu, bez protestu ze strony hierarchów, wmawia się, że tylko PiS reprezentuje polskość i wiarę. Jest to nie tylko nieprawda i nadużycie. To także część planu politycznego, którego skutkiem ma być państwo monopartyjne, zarządzające umysłami Polaków we współpracy z monopartyjnym, uzależnionym Kościołem. W tym państwie pełnię praw otrzymają ci, którzy należą do władzy lub ją wspierają, prawa reszty społeczeństwa ograniczy się według widzimisię rządzącej mniejszości.

Religia upartyjniona toruje drogę wrogom demokracji i wartości uniwersalnych. W 1995 r. Jan Paweł II wypowiedział w ONZ kilka zdań, które dziś można czytać jak aktualną przestrogę dla Polski: „Musimy uczynić wszystko, aby ekstremalne formy nacjonalizmu nie doprowadzały nadal do powstawania nowych form szaleństwa totalitaryzmu. To zobowiązanie pozostaje prawdziwe także w tych przypadkach, gdy sama religia staje się podstawą nacjonalizmu, co niestety zdarza się w niektórych przejawach tak zwanego ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]