POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 46 (2478) z dnia 2004-11-13; s. 3-12

Raport

Sławomir Mizerski

Polskie przekleństwo

Na ulicach, placach i skwerach trwa bój o czystą, piękną polszczyznę. Przeszkolone patrole policji i straży miejskiej pilnie nadstawiają ucha, łowiąc znajomą ordynarną frazę, której władza powiedziała twarde „nie”. Tych, którzy dobro, jakim jest język polski, traktują ze szczególnym okrucieństwem, funkcjonariusze upominają i karzą mandatami. Zatem obywatelu: uważaj, co mówisz, bo następny możesz być ty!

Art. 141 kodeksu wykroczeń powiada: „Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 zł albo karze nagany”. Mimo to na polskiej ulicy wulgarna fraza śmiga koło ucha, można nią oberwać nagle i zewsząd. Słowami, których kilkanaście lat temu prawie nie słyszało się w obiegu publicznym, dziś bez skrępowania opisuje się najbardziej banalne sytuacje.

Chamska polszczyzna opuściła ciemne zakamarki, przestała być językiem do użytku ściśle osobistego. Stała się donośna, w niektórych środowiskach modna, stanowiąca istotny element stylu. Pełno jej na ulicy, w piosenkach, Internecie, telewizyjnych talk-showach, na łamach wysokonakładowej prasy, na ekranach kin, nawet w Sejmie.

Klną pracujący i bezrobotni, zdrowi i renciści, inteligenci, gwiazdy pop, hutnicy, rolnicy, dziennikarze. – Byłam kiedyś zaproszona do telewizji. Od tego, co wykrzykiwała elegancka pani redaktor przed wejściem na antenę, uszy więdły, tymczasem za chwilę ja miałam opowiadać widzom o wulgarnym języku ...

Uszy więdną

Z badań CBOS wynika, że Polacy wulgarny język najczęściej słyszą w rozmowach toczonych w miejscach publicznych, przede wszystkim na ulicy (88 proc.), w środkach komunikacji (61 proc.) oraz miejscach rozrywki i wypoczynku (49 proc.). Niemal trzy piąte uczniów i studentów spotyka się z nim w placówkach oświatowych. W pracy wulgaryzmy słyszy 55 proc. rodaków. W kontaktach rodzinnych i towarzyskich na chamskie zachowania werbalne narażonych jest 21 proc. Polaków.

Czyste radio

W „Sprawozdaniu o stanie ochrony języka polskiego” Rada Języka Polskiego przy PAN potwierdza, że określenia wulgarne w ostatnim dziesięcioleciu pojawiają się masowo w mediach i literaturze. Najskuteczniej przed wulgarnym językiem broni się radio publiczne. Elementy wulgarne najczęściej pojawiają się w programach muzycznych (teksty piosenek hiphopowych), talk-showach i programach z udziałem polityków. Znacznie więcej wulgaryzmów słychać w telewizji (zwłaszcza w nadawanych nocą filmach).

Zjawiskiem stosunkowo nowym, ale intensywnym jest zwulgaryzowanie języka w Internecie, zwłaszcza podczas czatów. „Istnieje wprawdzie możliwość ingerencji w formę językową rozmów przez ich moderatora, ale w praktyce jest to robione tylko w czasie wywiadów z osobami publicznymi”.

Czasem grzech, czasem nie

Wulgarny język to nadawanie dwóch niedobrych komunikatów – mówi ojciec Jacek Salij, profesor i popularyzator teologii. – Ludzie używający takiego języka nieustannie informują wszystkich, w tym również swoje dzieci, że życie jest ohydne i nie ma w nim nic wzniosłego. Ludziom zaś, którym ten język się nie podoba, przez powtarzanie wulgarnych słów nadawany jest komunikat podobny do warczenia psa: – Ty się do nas nie zbliżaj, nasz świat nigdy nie będzie twoim światem.

Czy każde użycie wulgaryzmu jest grzechem i należy się z niego spowiadać? – Na to konkretne pytanie nie da się odpowiedzieć jednoznacznie, bo są przecież sytuacje, kiedy właśnie mocne słowo, nawet takie, które zwyczajnie jest odczuwane jako wulgarne, jest naprawdę usprawiedliwione – tłumaczy o. Salij