POLITYKA

środa, 26 czerwca 2019

Polityka - nr 24 (2709) z dnia 2009-06-13; s. 90-91

Świat

Tomasz Zalewski

Pomóc czy poczekać

Wśród krajów skłóconych z Ameryką, do których Barack Obama wyciągnął rękę, nie zabrakło komunistycznej Kuby. Ale ręka zawisła w powietrzu.

Prezydent USA chce rozmawiać z reżimem braci Castro bez warunków wstępnych, chociaż dał również do zrozumienia, że rad by widzieć postępy w sprawie demokracji. Biały Dom rozluźnił restrykcje na podróże kubańskich Amerykanów na wyspę i ich przekazy pieniężne dla rodzin, zapalił też zielone światło dla amerykańskich firm telekomunikacyjnych, pragnących inwestować na Kubie. Czekał potem na gest wzajemności, ale bezskutecznie.

Na początku z Hawany dotarły sygnały odczytane jako zapowiedź détente: Raul Castro powiedział, że gotów jest rozmawiać z Obamą „o wszystkim”, z tematem praw człowieka włącznie. Fidel szybko jednak wyjaśnił, że nie oznacza to gotowości do żadnych ustępstw. A przewodniczący kubańskiego parlamentu Ricardo Alarcon oświadczył, że oferty „nowego otwarcia” z USA to stara śpiewka jankesów, że „Kuba musi się zmienić i zachowywać zgodnie z życzeniami Waszyngtonu”. Na sugestie, że należałoby poluzować, Hawana odpowiedziała, że rząd amerykański musi najpierw zwolnić pięciu szpiegów kubańskich, odsiadujących kary w ...