POLITYKA

Sobota, 25 listopada 2017

Polityka - nr 16 (3107) z dnia 2017-04-19; s. 9

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Aleksander Hall

Aleksander Hall

Poniżone państwo

Mechanizmy, które funkcjonowały w życiu publicznym w PRL, a w szczególności w PZPR, powróciły. Gdy pragnie się robić karierę i awansować, nie można kwestionować linii partii. Dotyczy to nie tylko rządzącego ugrupowania, ale także struktur państwowych, gdyż nasze państwo stało się łupem partyjnym.

Gdy w listopadzie 2015 r. poznałem skład rządu Prawa i Sprawiedliwości, uznałem, że od tej pory nic nie powinno mnie już zdziwić w poczynaniach tego ugrupowania. PiS wrócił do władzy w wersji „hard”, z niemałą domieszką szaleństwa. A jednak zostałem zaskoczony, gdy 10 kwietnia – w siódmą rocznicę katastrofy smoleńskiej – „eksperci” powołani przez Antoniego Macierewicza, występujący jako podkomisja do spraw zbadania przyczyn katastrofy, w trakcie uroczystego spotkania z udziałem Jarosława Kaczyńskiego w Wojskowej Akademii Technicznej ogłosili, że bezpośrednią przyczyną tragedii był wybuch bomby termobarycznej. Zwłaszcza po niedawnej konferencji prokuratury, przedstawiającej aktualny stan smoleńskiego śledztwa, wydawało się, że w obozie rządzącym postawiono na tzw. grę na czas. Taka strategia pozwalałaby utrzymywać w społeczeństwie podział w sprawie przyczyn katastrofy – trwałaby trauma rodzin i bliskich ofiar, ale „lud smoleński”, stanowiący bardzo ważną część zwolenników PiS, pozostawałby w stanie mobilizacji.

Stało się inaczej. Ogłoszono, że polska delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele padła – prawie na pewno – ofiarą zamachu i niedwuznacznie wskazano na odpowiedzialność Rosjan. W sprawie Smoleńska zwyciężyło w PiS stanowisko najbardziej skrajne, od lat reprezentowane przez Antoniego Macierewicza. Jest oczywiste, że ostateczną decyzję w tej sprawie musiał jednak podjąć Jarosław Kaczyński.

Wydawałoby się, że nastąpiło wydarzenie wielkiej wagi. Jeśli Rosja z premedytacją doprowadziła do śmierci polskiej elity, Polska powinna zerwać z nią stosunki dyplomatyczne. To minimum. Można byłoby oczekiwać ostrego dementi strony rosyjskiej, a także wyrazów oburzenia i solidarności z Polską ze strony naszych partnerów z NATO i Unii Europejskiej. W światowych mediach powinny pojawić się obszerne relacje o rewelacjach, które napłynęły z Warszawy. Żaden z tych faktów nie nastąpił. Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta. Rewelacje „ekspertów” ministra Antoniego Macierewicza nie są traktowane serio. Nie tylko za granicą. Brak stanowczych kroków polskiego rządu wobec Rosji dowodzi, że także on zachowuje dystans wobec rzekomych ustaleń podkomisji smoleńskiej. Czy mamy więc do czynienia z wydarzeniem bez znaczenia?

Niestety, tak nie jest. Antoni Macierewicz jest konstytucyjnym ministrem polskiego rządu i szefem jednego z kluczowych resortów. Podkomisja smoleńska działa w imieniu polskiego państwa. Nieodpowiedzialne poczynania ministra i podkomisji nie tylko obniżają autorytet naszego państwa, ale zwyczajnie je ośmieszają. Pogłębiają także przepaść dzielącą Polaków.

Nie wiem, czy Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz wierzą w zamach, czy też traktują tezę o zamachu przede wszystkim jako polityczny oręż w walce o władzę i jej utrzymanie. Więcej wskazuje na tę drugą ewentualność. Jednak bez względu na intencje reżyserów przedstawienia, ważne są jego skutki: dramatyczny podział naszej wspólnoty narodowej i poniżenie państwa.

Szanujące się państwo dba o ciągłość swych poczynań. PiS, sprawując władzę, demoluje dorobek poprzedników i zachowuje się tak, jakby opanował wrogie państwo, w którym wszystko trzeba zmienić. Jak w soczewce widać to zjawisko w sprawie ustalania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Rządowa komisja kierowana przez ministra Jerzego Millera, składająca się z fachowców wysokiej klasy, ustaliła jej przyczyny. A dobiegające końca śledztwo Prokuratury Wojskowej przynosiło konkluzje zgodne z ustaleniami tejże komisji. Cały ten dorobek został jednak unieważniony przez nową władzę. Prokuratorów wojskowych zastąpili nowi prokuratorzy, całkowicie uzależnieni od prokuratora generalnego, którego polityczny los jest z kolei całkowicie uzależniony od Jarosława Kaczyńskiego. Kompetentnych ekspertów ministra Millera zastąpili doskonale opłacani amatorzy – w pełni jednak świadomi oczekiwań ich mocodawcy, czyli ministra obrony narodowej.

Ponowne badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej stwarza dobrą okazję do obserwowania, jak zachowują się politycy partii rządzącej, a także ludzie funkcjonujący w strukturach rządowych w państwie znajdującym się na drodze do autorytaryzmu. Teza o zamachu smoleńskim ma wielu autentycznych zwolenników wśród wyborców PiS. Nie mam jednak wątpliwości, że wśród polityków rządzącego ugrupowania stanowią oni znikomą mniejszość. Jestem przekonany, że nie wierzą w nią ani prezydent Duda, ani premier Szydło. Dobrze pamiętam, jak ironicznie o tej tezie wypowiadał się Jacek Kurski, gdy był politykiem partii Ziobry i pozostawał w konflikcie z PiS. Teraz dyryguje w telewizji rządowej kampanią propagandową, wmawiającą nam, że pod Smoleńskiem nastąpił zbrodniczy zamach.

Gdy patrzę na cyniczny uśmieszek Ryszarda Czarneckiego wypowiadającego się na temat Smoleńska, ani przez chwilę nie mam wątpliwości, że nie wierzy w zbrodnię. Co sprawia, że ludzie mówią rzeczy, w któ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]