POLITYKA

Poniedziałek, 24 czerwca 2019

Polityka - nr 25 (3014) z dnia 2015-06-17; s. 34-37

Społeczeństwo

Elżbieta Turlej

Popiół

Żona i Syn przez pół wieku żyli w cieniu Legendy. Teraz spotykają się w sądzie, podczas sprawy karnej o znęcanie.

Mówił Żonie, że jest odpowiedzialny za Kieleckie i Rzeszowskie, ale o nią nie potrafił zadbać. Syn go drażnił. Nie wiedział, co z nim robić. Denerwował się, kiedy go budził, chciał się bawić. Nie rozumiał, na czym miałyby polegać wspólne wakacje i niedziele. Uciekał przed obojgiem w Polskę i nigdy, z wyjątkiem planów filmowych, nie wiedziała, gdzie i z kim jest. Kiedy umarł jego ojciec, trzeba go było szukać przez radio. Kiedy potrzebowała pieniędzy albo pomocy przy chorym dziecku, musiała liczyć na siebie. – Najpierw walczyłam. Potem przywykłam do jego nieobecności, powrotów nad ranem, tłumaczeń, że musi się napić z każdym, kto go o to prosi, bo nie chce się wywyższać – mówi. Czy Syn się przyzwyczaił, nie wie. Nigdy – mówi – nie wymagała od niego czułości i zwierzeń. Nawet nie umiałaby. Nie po wojennym dzieciństwie naznaczonym tragiczną śmiercią półrocznego brata i chorobą matki.

Telefon, że mąż wpadł pod pociąg, zmienił niewiele. Ot, miało go nie być nieodwołalnie. Syn za trzy tygodnie kończył 7 lat. ...