POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 38 (2522) z dnia 2005-09-24; s. 50

Świat / Ukraina

Jagienka Wilczak

PORA ze dwora

PORA stała się legendą pomarańczowej rewolucji. To ona pierwsza rozbiła namioty na Majdanie i zagrzewała do oporu. A po zwycięstwie patrzyła na ręce nowej władzy. Teraz się podzieliła i skłóciła, ale nie zwija sztandarów.

Na poletku ukraińskiej polityki PORA była niczym nowalijka. Pojawiła się przed wyborami prezydenckimi w 2004 r., żeby walczyć z reżimem Kuczmy i Janukowycza, żeby go ośmieszyć, pokazać ludziom, że zwycięstwo zależy od nich samych. Nie była ukraińskim wynalazkiem, już wcześniej wypróbowali go młodzi Serbowie: podobnie nękali reżim Miloszevicia. W Kijowie mówiło się nawet o przeszczepie z Belgradu. Ale liderzy PORY to byli doświadczeni opozycjoniści, którzy już jesienią 1990 r. rozbili namioty na kijowskim Majdanie, broniąc niepodległości. Potem były kolejne zrywy, akcja Ukraina bez Kuczmy, zatrzymania przez milicję, przeszukania.

Po zwycięstwie pomarańczowych przyszedł czas na dzielenie się władzą. PORA nie dostała żadnej ministerialnej teki, ale jej lider Wladislaw Kaskiw został doradcą prezydenta Juszczenki, a Sierhij Jewtuszenko doradza ministrowi spraw zagranicznych i ministrowi ds. młodzieży. – Mieliśmy problem, czy zajmujemy się nadal polityką, czy nie – przyznaje Kaskiw, kiedyś jeden z największych radykałów.

PORA, która była obywatelskim ruchem, postanowiła przekształcić ...