POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 40 (3130) z dnia 2017-10-04; s. 37-39

Społeczeństwo

Marcin Kołodziejczyk

Porywy

Wojciech Wencel – poeta, który powinien nas porywać jako Polaków.

Porywa, ponieważ „z jednej strony te wiersze są często dosyć trudne, w tym znaczeniu, że jest to właśnie język niezwykle bogaty, taki mocny, można w jakimś sensie powiedzieć, że skłębiony treściowo” – laudował prezydent Andrzej Duda w lutym 2017 r., wręczając Wojciechowi Wenclowi nagrodę „Zasłużony dla Polszczyzny”. Wencel miał rekomendację Kancelarii Prezydenta RP i mogłoby to uchodzić za złamanie regulaminu nagrody, bo to kapituła przedstawia kandydatów prezydentowi. Ale nagroda jest prezydencka i to prezydent wskazuje laureata.

Prezydent kontynuował, wręczając: „Ale z drugiej strony w prozie, esejach, które pan Wojciech pisze, ten język bardzo często jest niezwykle lekki, łatwy, sympatyczny, bardzo przystępny dla każdego czytelnika i bardzo doskonale zrozumiały”.

„W wierszach niezwykle widoczny jest romantyzm” – dodawał jeszcze Duda, ale podkreślał, że sam nie jest specjalistą ani językoznawcą.

***

Uroczyście wręczano i przyjmowano, tymczasem od czterech miesięcy wiedziano, że polszczyzna Wojciecha Wencla nie porywa kilkorga powiązanych z „Zasłużonym” profesorów, którzy są językoznawcami – członków kapituły: Bralczyka, Markowskiego i Kłosińskiej, i wcześniejszych laureatów: Miodka, Pisarka, Puzyniny i Bartmińskiego.

Ci z kapituły napisali w publicznym liście, że sylwetka i twórczość Wencla były dla nich niespodzianką – kandydaturę poznali dopiero na posiedzeniu kapituły, a utwory jeszcze później.

W październiku 2016 r., kilka dni po spotkaniu kapituły nagrody, troje językoznawców tłumaczyło na stronach internetowych Rady Języka Polskiego, dlaczego nie podpiszą się pod rekomendacją dla Wencla: „Znaleźliśmy bardzo zaangażowane politycznie teksty publicystyczne, które zaprzeczają idei etyki słowa: użyty w nich język, zamiast łączyć, dzieli, jest nacechowany pogardą wobec osób myślących inaczej niż autor. Uważamy, że kandydat do nagrody »Zasłużony dla Polszczyzny« powinien stanowić wzorzec – posługiwać się językiem z szacunkiem, nie powodować ani pogłębiać już istniejących podziałów społecznych, nie wykluczać przez użycie języka nikogo z grona tych, którzy mówią po polsku”.

W lutym 2017 r. Wojciech Wencel, poeta i publicysta, odbierając „Zasłużonego dla Polszczyzny”, piętnował w słowach pospolitość skrzeczącą, jego zdaniem, w wielu wymiarach polskiej kultury.

***

Dodatkowy znak, że partia rządząca uważa utwory Wojciecha Wencla za mające porywać Polaków, nadszedł w sierpniu 2017 r., kiedy ujawniono zreformowany program nauczania w szkołach – Wencel znalazł się w nowym kanonie lektur. Kilku innych literatów, przeważnie niepolskich i nieżyjących – Conradów, Cervantesów, Bułhakowów – lub polskich, ale słabiej rokujących patriotycznie – Gombrowiczów, Schulzów, Kapuścińskich – wycofano na zaplecza świadomości uczniów. Wojciech Wencel przyjął te zmiany ze zrozumieniem – we wrześniowym wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” wyrażał brak zdziwienia zaliczeniem do kanonu lektur. „Mogłem się spodziewać, że kiedy w MEN nastąpi wymiana ekspertów, moja poezja zostanie zauważona” – mówił. Bo, jego zdaniem, kanon musi „budować wspólnotę narodową” i „uwzględniać wyznawane przez Polaków wartości”. „Dlatego czuję się w kanonie jak w domu” – przyznawał. Wojciech Wencel od lat był w pełni ukształtowany poetycko i politycznie. Głosił postulaty identyczne z pisowskimi i podobnym do partyjnego językiem.

***

Kiedy mówił na spotkaniach autorskich o konieczności napisania na nowo historii polskiej literatury, widziało się gotowość zostania ministrem kultury. Kiedy o Polsce przed rządami PiS – to zawsze, że kraj rozbity i rozkradany. Że „powrót jakichś odpowiedzialnych, niepodległościowych polityków do władzy jest ważny”. A ile by miał Wencel mediów, w których mógł się wypowiadać, i tak uważał się za poetę wyklętego, drugoobiegowego. Pomiędzy narzekaniami na „Polskę w ruinie” porywał recytacją rymowanych form tradycyjnych – elegii, trenów, epitafiów, ód, konfesji, psalmów, eksplozywów, patosów, martyrologii i egzaltacji – polonistki na wieczorkach autorskich.

W tygodniku „Sieci Prawdy” (dawniej „wSieci”) wciąż zagrzewał do obrony „prawdy historycznej i narodowych wartości przed oszczercami”. Proklamował konieczność „sformatowania” Polski – chodziło o zmiany w polityce, kulturze i obyczajowości Polaków. A kto miał inne zdanie, ten był ignorant z ograniczoną sprawnością intelektualną i tego poecie było żal. Po wyborach w 2015 r. linia Wencla zbiegła się wreszcie z linią partii przejmującej rządy. W exposé premier Beata Szydło sugerowała dobre czasy dla artystów prawomyślnych: „Trzeba doceniać twórców, polskich twórców”.

Jako „Zasłużony dla Polszczyzny” i klasyk z kanonu lektur Wojciech Wencel w charakterystyczny dla siebie sposób kończył w „Gościu Niedzielnym” wątek ludzi myślących inaczej niż on: „A poza tym: śmiele rzec mogę, mam ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]