POLITYKA

Czwartek, 14 grudnia 2017

Polityka - nr 10 (12) z dnia 2017-10-04; Niezbędnik Inteligenta. 2/2017. Postczłowiek; s. 29-31

Historia, filozofia, religia

Dominika Żukowska-Gardzińska

Postczłowiek, czyli Bóg?

Jakie wyzwania stawia przed Kościołem katolickim rozwój nowych technologii wspomagających ludzkie organizmy?

Początki nanotechnologii, w której kręgu zainteresowań znajdują się struktury o wielkościach nanometrycznych, a więc rozmiaru jednej tysięcznej kropki na końcu tego zdania, sięgają rozważań fizyków. A przede wszystkim zadanemu w połowie XX w. przez Richarda P. Feynmana pytaniu, co trzeba zrobić, by zmieścić 24-tomową Encyklopedię Britannica na łebku od szpilki? Czegoś podobnego udało się dokonać dopiero w 1985 r., kiedy Thomas Newman na Uniwersytecie Stanforda – wykorzystując wiązki elektronowe – odtworzył w skali 1:25000 pierwszy akapit „Opowieści o dwóch miastach” Karola Dickensa. Dzięki rozwojowi technologii mamy dziś m.in. dostęp do nanobotów, czyli mikroskopijnych elementów zbudowanych z DNA, które wykorzystuje się do niszczenia komórek nowotworowych w organizmie człowieka.

W rozważaniu o pojemności łebka od szpilki kryje się jednak coś dużo ważniejszego: pytanie o człowieka. Dlatego uzasadnione jest związanie go z antropologią chrześcijańską. Od Kościoła katolickiego oczekuje się rozstrzygnięcia, czy rozwój technologii i postęp nauki nie pozostają w sprzeczności z jego nauczaniem i czy w ich kontekście prawdy wiary brzmią jeszcze wiarygodnie? Z kolei ze strony Kościoła najbardziej istotna pozostaje kwestia, jak bardzo odkrycia naukowe ingerują w integralność osób i na ile służą dobru wszystkich. Kryterium decydującym jest stwierdzenie, w jakim stopniu nauka i technika są świadome swoich ograniczeń i w człowieku odnajdują swoją celowość.

Papież Jan Paweł II w przemówieniach do ludzi nauki wielokrotnie zaznaczał, że Kościół nie boi się współczesnych osiągnięć. Uważał też za wykluczone, aby nauka oparta na rozumnych podstawach i postępująca w sposób metodycznie poprawny doszła do stwierdzeń, które byłyby w konflikcie z prawdą wiary (Kolonia, 1980 r.). Nie bez powodu najczęściej cytowanym dokumentem jego pontyfikatu jest encyklika „Fides et ratio”: „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”.

Wpływ nowych technologii na życie człowieka pozostaje faktem i wcale nie jest oczywiste, jaką postawę wobec nieuniknionej przyszłości należałoby przyjąć. Ostatnio społeczność internetową mocno zaangażowała kłótnia Marka Zuckerberga z Elonem Muskiem na temat sztucznej inteligencji. Podczas gdy Musk zdecydowanie opowiedział się za koniecznością wprowadzenia regulacji prawnych i zwiększeniem odpowiedzialności przy badaniach nad sztuczną inteligencją (s. 60), pomysłodawca Facebooka ostro skrytykował ludzi, którym brakuje optymizmu w kwestii jej rozwoju. Interesujące jest wyobrażenie sobie, z jakim frapującym pytaniem włączyłby się w tę dyskusję św. Tomasz i jaki post opublikowałby w sieci.

Nowość?

Człowiek 2.0 i związana z nim na gruncie filozofii idea transhumanizmu otwierają przed nauką Kościoła nowe przestrzenie, z którymi trzeba się zmierzyć. Transhumanizm jest wyjątkowy w swojej ofercie światopoglądowej, ponieważ daje nadzieję na nieśmiertelność człowieka, a zanim to nastąpi, na diametralną poprawę warunków jego życia. Postuluje on wykorzystanie wszelkich zdobyczy nauki i techniki w celu utrzymania dobrego zdrowia, zwalczania chorób, eliminacji cierpienia, powiększenia intelektualnych, fizycznych i emocjonalnych zdolności. Wykorzystuje się w tym celu współpracę między czterema bardzo obiecującymi obszarami nauki: genetyką, robotyką, informatyką i nanotechnologią.

Współpraca tych dziedzin, określana jako rewolucja GRIN, ma doprowadzić do uzyskania nowej jakości osoby ludzkiej – postczłowieka. Zakładane cechy: nadzwyczajne zdolności umysłowe, w tym fotograficzna pamięć i zdolność natychmiastowego przyswajania informacji, idealna budowa fizyczna, wyeliminowanie problemu otyłości i starzenia się. Prognozuje się, że w dalszej przyszłości postczłowiek otrzyma dodatkowe narządy, np. skrzydła, i posiądzie zdolności leczenia urazów poprzez koncentrowanie się na nich i nieodczuwania bólu, natychmiastowego pozyskiwania wiedzy z jakiegoś centralnego źródła, obywania się bez snu, a jeśli już, to raz na tydzień. A co najważniejsze: jego życie wydłuży się do 150 lat, i to w formie fizycznej 30-latka, a docelowo czeka go nieśmiertelność. W zasadzie więc postczłowiek spełniałby wszystkie cechy, które do tej pory utożsamiano z Bogiem – ma być niezniszczalny, wszechwiedzący i wieczny.

Przy tak dalece skonkretyzowanej idei nic dziwnego, że wierzący katolicy zadają sobie pytanie, jak to się ma do nauczania Kościoła, który głosi, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, a więc to, jak teraz wyglądamy, już jest imago Dei. Wśród świętych Kościoła katolickiego jest co prawda wiele „trudnych” przypadków, które uciekają racjonalnym wyjaśnieniom, ale wszystkie tłumaczy się jako efekt łaski od Boga. Ojciec Pio miał dar bilokacji – pojawiał się w dwóch miejscach jednocześnie. Św. Filip Neri miał powiększone serce na tyle, ż...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]