POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 31 (2412) z dnia 2003-08-02; s. 18-19

Komentarze

Dariusz Rosiak

Potrzeba mitu

Tour de France to epopeja niczym z Homera

Najbardziej przejmującą historią tegorocznego Tour de France nie było piąte kolejne zwycięstwo Lance’a Armstronga ani jego pasjonująca walka z Janem Ullrichem. Prawdziwym bohaterem wyścigu był Tyler Hamilton. Od drugiego dnia zawodów Amerykanin jechał ze złamanym obojczykiem zmagając się z bólem, który dla każdego normalnego człowieka oznaczałby trzy tygodnie zwolnienia. Wygrywając swoją walkę Hamilton wyznaczył nową miarę poświęcenia i determinacji w sporcie. To o nim pisał filozof Roland Barthes, gdy nazwał Tour de France współczesnym odpowiednikiem homeryckiej epopei, w której rozgrywa się konflikt między czterema siłami: protagonistą, jego konkurentami, przeznaczeniem i naturą.

To nieprawda, że historia milczy o wszystkich poza zwycięzcami. Jeśli Tour de France z ekscentrycznej francuskiej obsesji zmienił się w wydarzenie kulturalne o światowej randze, to właśnie dlatego, że doskonale pamięta o swoich cichych bohaterach: zwycięzcach etapowych, wiecznych wicemistrzach, szaleńcach, którzy rzucali się w kilkudziesięciokilometrowe ucieczki i przegrywali na finiszu. Hamilton dołączył do grona nieśmiertelnych, a jego zwycięstwo w 16. etapie, gdy po 70-kilometrowej samotnej ucieczce przekroczył linię mety, zostanie w pamię...