POLITYKA

Wtorek, 21 listopada 2017

Polityka - nr 42 (2576) z dnia 2006-10-21; s. 87-89

Historia

Konrad Rokicki

Powiedział, co wszyscy wiedzieli

W październiku 1966 r. na Uniwersytecie Warszawskim odbyło się spotkanie zorganizowane przez ZMS. Jego temat – rozwój kultury polskiej w ostatnim 10-leciu – miał podsumować okres dzielący Polskę od wydarzeń z 1956 r. Głównym prelegentem był prof. Leszek Kołakowski. Wtedy właśnie zaczęły się jego kłopoty.

Październik 1956 r. był jedynym momentem autentycznego, powszechnego poparcia dla działań partii komunistycznej w Polsce. 20 października w przemówieniu transmitowanym przez radio powracający do władzy Władysław Gomułka nie bał się mocnych, krytycznych ocen wobec okresu kultu jednostki.

Nie minął rok, gdy zaczął się odwrót od zdobyczy Października. Samorząd robotniczy w ciągu roku stał się fikcją. Dorobek Rady Ekonomicznej – zespołu ekspertów, który miał doradzać rządowi – został zignorowany przez partyjnych doktrynerów. Stosunki z Kościołem zaogniła po kilku latach sprawa religii w szkołach i obchodów Millenium. Jedyne trwałe zmiany dotyczyły stosunków gospodarczych z ZSRR i częściowej rehabilitacji środowiska AK. Być może poczucie tego odwrotu znajdowało odzwierciedlenie w dowcipie, jaki w kilka lat po październikowym VIII Plenum KC PZPR krążył w Warszawie: Co zmieniło się po Październiku? – Tylko Gomułka!

Nie dziwi więc fakt, że aparat partyjno-państwowy nie był zainteresowany w fetowaniu dziesiątej rocznicy Października. Takie okazje wymagają refleksji, bilansu dokonań, który nie wypadał najlepiej. Mieczysław Rakowski, redaktor naczelny „Polityki”, napisał co prawda okolicznościowy artykuł, ale w swoich dziennikach wspomniał później, ilu istotnych tematów nie poruszył. „Nie napisałem ani jednego słowa, że znowu decydujący głos należy do tępych aparatczyków (...), że władza centralna decyduje o najmniejszym g..., że potworzyły się koterie i grupy (...), że cenzura znowu szaleje (...). Słowem, nie napisałem o wszystkich tych sprawach, które dają podstawę do wysunięcia wniosku, że idee Października zostały zaprzepaszczone, że nastąpił zastój, że nie chce się po prostu ulepszać systemu”.

W takiej atmosferze sensacyjnie zapowiadało się zebranie zorganizowane przez Zarząd Wydziałowy Związku Młodzieży Socjalistycznej Wydziału Historycznego UW, którego tematem miał być „Rozwój kultury polskiej w ostatnim 10-leciu”. Komitet Warszawski PZPR obawiał się uczestnictwa w spotkaniu grupy studentów sympatyzujących z więzionymi Jackiem Kuroniem i Karolem Modzelewskim oraz wyrażał zaniepokojenie osobami samych prelegentów – prof. Leszka Kołakowskiego i dr. Krzysztofa Pomiana.

Informacje o przygotowywanym zebraniu pochodziły z MSW. W notatce służbowej kpt. Rapały czytamy: „W związku ze zbliżającą się rocznicą wydarzeń październikowych (...) istnieje możliwość włączenia się do tej działalności Kołakowskiego, który był sztandarową postacią elementów rewizjonistycznych”. Kołakowski, który w pierwszej połowie lat 50. był czołowym przedstawicielem wojującego marksizmu, w okresie odwilży przeszedł metamorfozę i włączył się w nurt reformatorski, kojarzony ze środowiskiem „Po prostu”. Uwagę MSW ściągnął na siebie napisanym w 1957 r. i niedopuszczonym do druku artykułem „Czym jest socjalizm?”. W ironicznej formie opisał w nim wszystkie uciążliwości systemu. W „Światopoglądzie i życiu codziennym” nie potępiając samego marksizmu domagał się możliwości indywidualnych poszukiwań, odejścia od koszarowych form kształtowania umysłów. W kolejnych dziełach twierdził już, opierając się na pracach młodego Marksa, że człowiek ma samodzielny, twórczy wkład w poznanie i zdefiniowanie rzeczywistości, a sam marksizm wcale nie musi prowadzić do roztopienia jednostki w kolektywie. Było to w istocie uzasadnienie na gruncie marksizmu możliwości istnienia wolności słowa i krytyki w państwie socjalistycznym. Rosnący autorytet naukowy, kontakty z odsuniętymi od władzy partyjnymi reformatorami oraz aktywność w Związku Literatów Polskich sprawiły, że od 1963 r. był pod stałą obserwacją. W 1965 r. w związku z procesem Kuronia i Modzelewskiego, na życzenie ich obrońców – Anieli Steinsbergowej i Jana Olszewskiego – sporządził ekspertyzę pt. „Opinia w sprawie pojęcia wiadomości”, pod którą podpisali się również prof. Maria Ossowska i prof. Tadeusz Kotarbiński. W MSW trafnie oceniano, że opinia ta „miała przekonać Sąd, że zarówno w sprawie Modzelewskiego i Kuronia, jak i w sprawie Jana Nepomucena Millera, oskarżeni sądzeni byli za przekonania polityczne, a nie za konkretną działalność”.

Organizatorem zebrania otwartego ZMS był Adam Michnik, student Wydziału Historii. Zebranie rozpoczął Kołakowski, który dokonał bilansu polityki wewnętrznej ekipy Gomułki. Stwierdził, że w niektórych dziedzinach życia publicznego sytuacja jest gorsza niż przed 1956 r., np. w odniesieniu do informacji i krytyki. „Okres poprzedzający wydarzenia październikowe był w powojennej Polsce okresem najwyższej jaka istniała swobody krytyki. Swobody, która później wskutek systemu represji, zamykania pism, zrzeszeń itd. zanikła. (...) znajdujemy się w zadziwiającej sytuacji, w której wiadomości, które każdy może usłyszeć [za] przekręceniem gałki radia, są w Polsce publikowane w tajnych biuletynach i zabronione jest ich przetwarzanie”. Kołakowski skrytykował niekompetencję i brak odpowiedzialności decydentów, ale przede wszystkim fakt, że przez dziesięć ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]