POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 15 (2854) z dnia 2012-04-11; s. 28-31

Rynek

Bianka Mikołajewska

Powołanie do biznesu

Tynieccy benedyktyni przeżywają ciężkie dni. Produkty sprzedawane w sklepach opactwa, które według zapewnień mnichów miały powstawać na podstawie klasztornych receptur, okazały się fabryczną masówką. A to początek kłopotów.

Zakonników z podkrakowskiego Tyńca do wejścia w biznes zmusiła – dająca się im we znaki – doczesność. Założony w XI w. klasztor, doświadczony przez kolejne dziejowe zawieruchy, domagał się pilnych inwestycji. Mnisi od lat marzyli o odbudowie dawnej biblioteki, którą jeszcze w XIX w. strawił pożar. Ale z trudem wystarczało im pieniędzy na bieżące utrzymanie opactwa i 40 mieszkających w nim braci.

Pomysł zarabiania na klasztornych produktach kołatał się w głowach niektórych z nich od dawna, ale realnych kształtów nabrał w 2006 r., podczas małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego. Do Tyńca zjechały wówczas tłumy turystów. Bracia ustawili na dziedzińcu klasztoru stragan z serem, miodem, konfiturami. Szły jak woda. Uznali, że biznes może się udać. Z doświadczeń innych zakonów wynikało, że warto spróbować.

W Europie Zachodniej produkty wytwarzane przez mnichów na podstawie tradycyjnych receptur (utrzymywanych często w ścisłej w tajemnicy) cieszą się ogromnym powodzeniem. ...