POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 15 (2240) z dnia 2000-04-08; s. 82-83

Społeczeństwo / Prawo

Wojciech Sumliński

Powolutku z wolnej stopy

Pani prokurator i pan gangster bawią się z wymiarem sprawiedliwości

Przed lubelskim sądem toczą się procesy Urszuli Ś., byłej prokurator z Białej Podlaskiej, i Piotra B., uważanego za bossa nadgranicznego świata przestępczego. Na skutek chorób oskarżonych i urlopów ich adwokatów przerwy w rozprawach przekroczyły 35 dni, a to oznacza, że procesy rozpoczną się od nowa. – Jeżeli zabraknie dobrej woli oskarżonych, te sprawy mogą nie zakończyć się nigdy – mówią lubelscy sędziowie.

Kariera Piotra B. rozkwitła na początku lat 90. Nie jest jasne, na czym ten bezrobotny mieszkaniec Białej Podlaskiej zarobił pierwsze duże pieniądze. Kiedy wyszedł z cienia, okazało się, że obraca setkami tysięcy dolarów, ma sieć hurtowni z odzieżą w pobliżu granicy, nieruchomości w Białej Podlaskiej i w podwarszawskim Aninie. Policja podejrzewała, że wzbogacił się na nielegalnych interesach związanych z pobliską granicą i współpracy z podwarszawskimi gangami, głównie z tzw. grupą markowską. Podejrzeń tych policjanci nie potrafili poprzeć konkretnymi dowodami. B., określany w półświatku jako „mocny człowiek pogranicza”, mógł uchodzić za uczciwego biznesmena.

Pierwsze poważne potknięcie miało miejsce w nocy z 5 na 6 grudnia 1993 r., kiedy został zatrzymany przez policję do rutynowej kontroli wspólnik Piotra B., Tomasz K. W mikrobusie przewoził 22 nielegalnych imigrantów z Azji. Na miejscu zdarzenia pojawił się inny wspólnik Piotra B. z 5 tys. dolarów, ale policjanci nie dali się przekupić.

Tak rozpoczęła się sprawa, której uwieńczeniem były wyroki wię...