POLITYKA

Poniedziałek, 15 lipca 2019

Polityka - nr 48 (2429) z dnia 2003-11-29; s. 50-52

Świat / Wielka Brytania

Dariusz Rosiak

Powrót człowieka nocy

Czy w ojczyźnie konserwatyzmu ktokolwiek potrzebuje dziś partii konserwatywnej? Nowy lider torysów Michael Howard chce udowodnić, że jego partia potrzebna jest Anglii i światu.

Przez ostatnie dwieście lat o obliczu Wielkiej Brytanii decydowały w dużej mierze trzy instytucje: monarchia, Kościół Anglii i Partia Konserwatywna. To dzięki nim kraj funkcjonował wsparty na trwałych symbolach i wartościach. To one sprawiały, że, bez względu na to kto rządził w Parlamencie, Wielka Brytania pozostawała miejscem z gruntu konserwatywnym; jej mieszkańcom obce były ideologiczne skrajności (nie było tu ani znaczącego faszyzmu, ani komunizmu), ponad intelektualne fanaberie ceniono pragmatyzm, a tolerancja dla wszelkich przejawów odmienności nie zabijała szacunku dla własnej tradycji.

Tak się składa, że mniej więcej od dziesięciu lat brytyjska monarchia, Kościół Anglii i Partia Konserwatywna przeżywają dotkliwy kryzys. Jest tym gorzej, że dotknął on te trzy instytucje naraz. Monarchia stała się tematem wulgarnej opery mydlanej, a Kościół, zamiast głosić ewangelię, prowadzi debatę na temat homoseksualizmu w swoich szeregach. Jednak na skali samozniszczenia, które zafundowały Brytyjczykom ich ulubione instytucje, Partia Konserwatywna bije pozostałe na głowę.

Przed jedenastu laty John Major nieoczekiwanie poprowadził torysó...