POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 21 (2505) z dnia 2005-05-28; s. 58-60

Świat / Uzbekistan

Piotr Balcerowicz

Pożar stepu

Dla środkowoazjatyckich reżimów marcowe zajścia w Kirgistanie oraz krwawo stłumione majowe protesty w uzbeckiej części Kotliny Fergańskiej stanowią ostrzeżenie, że władza nie jest wieczna. Robią więc co mogą, aby zapobiec rewolucji na własnym terenie.

Najbardziej zauważalnym posunięciem jest nasilenie propagandy i wzmocnienie kontroli mediów. Kirgiską „tulipanową” rewolucję przedstawiano w postradzieckich republikach, od Białorusi przez Kazachstan po Azerbejdżan, wedle podobnego schematu: drastycznym obrazom grabieży i chaosu towarzyszył starannie dobrany komentarz. Media kazachskie nadały kirgiskiej rewolucji miano „arakowej”, sugerując, że sprawcami zamieszek były pijane bandy grabiące mienie i palące sklepy.

Rosyjskie kanały telewizyjne są dostępne w większych miastach Kazachstanu, więc pełna blokada informacji na temat kirgiskiej rewolucji nie była możliwa. Wprawdzie do Uzbekistanu pierwsze wzmianki dotarły z dwutygodniowym opóźnieniem, ale fakt, że się w ogóle pojawiły, jest godny odnotowania. W kraju liczącym 25,5 mln mieszkańców, tylko ok. 800 tys. może korzystać z Internetu, a dostęp do niezależnych stron internetowych jest zablokowany. Poczta elektroniczna zawierająca takie słowa jak rewolucja, polityka czy islam – podobnie jak w Kazachstanie – nie dociera do adresata. Informacje rozchodzą się dzięki samizdatom, ulotkom rozprowadzanym na przykład w&...