POLITYKA

Czwartek, 22 sierpnia 2019

Polityka - nr 30 (2308) z dnia 2001-07-28; s. 92-97

Na własne oczy

Anna Schulz

Pożar w domu banitów

W domu banitów, w którym kiedyś siedzieli przy biurkach hitlerowcy, znów pojawił się ogień. Siódmy raz w ciągu dwóch miesięcy zapłonął denaturat. Wyłączono prąd, więc zupę z cebuli i pokrzywy banici gotują na piecyku opalanym butami z opieki społecznej. Poza tym wszystko po staremu. Eol nadal kocha się w lalce, Edkowi po raz kolejny ktoś zwędził kurę, znowu kogoś odwieziono do kostnicy.

Dom stoi w Oświęcimiu, w dzielnicy Zasole, tuż obok hitlerowskiego miejsca zagłady. W czasie II wojny mieściła się w nim niemiecka firma związana z przemysłem obozowym. Po wojnie do budynku przy ul. Leszczyńskiej 2 wprowadzili się już zwyczajni lokatorzy. Każdemu przypadł pokój z kuchnią oraz dostęp do wspólnej toalety na korytarzu. W latach 60. dom przejął we władanie Zakład Budynków Mieszkalnych w Oświęcimiu. Kuchnie zlikwidowano i zamieniono na pokoje. Miasto postanowiło, że w domu zamieszkają obywatele drugiej kategorii. To znaczy, jak mówią na Zasolu – banici. Albo jak mawiają inni: ci po eksmisji. Albo: żule. W każdym razie wyłącznie płci męskiej. Oficjalnie bowiem przy ulicy Leszczyńskiej 2 nie mogła i nadal nie może mieszkać żadna kobieta. W zamian za dach nad głową i niski czynsz władze Oświęcimia skazały pięćdziesięciu lokatorów na przymusowy, choć – jak się okazuje – niemożliwy do utrzymania celibat.

W latach 90. dom banitów zaczął kłuć w oczy. Z Oś...