POLITYKA

Poniedziałek, 24 czerwca 2019

Polityka - nr 26 (3166) z dnia 2018-06-27; s. 36-38

Rynek

Ryszarda Socha

Pożerane brzegi

Naszą najbardziej zagrożoną granicą jest dziś ta z Bałtykiem. Toczy się na niej wojna, w której Polska ponosi straty.

W lutym bieżącego roku spadł do morza spory kawał widowiskowego Klifu Orłowskiego, przedstawianego na widokówkach z Gdyni. Często przyjeżdżają tu nowożeńcy na pamiątkowe zdjęcia. Po oberwaniu profilaktycznie przeszukano rumowisko, czy nie ma tam ludzi. Latem mógłby być problem. Przewijają się tędy tłumy spacerowiczów. – Ten klif obrywa się stale w tempie co najmniej metra na rok – mówi dr Regina Kramarska z Państwowego Instytutu Geologicznego w Gdańsku. Cofa się lwia część polskich brzegów Bałtyku. Wskutek tego ubywa lądu. Z tej wojny nie da się wyjść zwycięsko. Zwłaszcza że tkwimy w różnego rodzaju pułapkach, z których nie możemy lub nie chcemy się uwolnić.

Pułapka klimatu. Już mało kto wątpi w ocieplanie się klimatu, topnienie lodowców, podnoszenie poziomu mórz i oceanów. To oznacza, że morze będzie wkraczać na nisko położone obszary, gdzie dotąd był ląd. Zmianie klimatu towarzyszą gwałtowne zjawiska meteorologiczne – sztormy, intensywne deszcze, nawałnice.