POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 13 (2343) z dnia 2002-03-30; s. 3-9

Raport

Barbara Pietkiewicz

Praca, krzepa, kasa, czyli o czym marzą Polacy

O czym myślimy, gdy dłuży się czas na nudnym zebraniu, na sennej lekcji, w tramwaju, pociągu, w biurze, kiedy wyłączamy się z rzeczywistości i – wolni, wszechwładni – szybujemy do krainy marzeń? O czym marzymy przed snem, oddzielnie, skrycie, gdy zostajemy z sobą sam na sam i zaczynamy codzienne obrachunki? Dziś głównym przedmiotem marzeń Polaków jest praca – tak wynika z badań wykonanych na zamówienie „Polityki” przez OBOP – a także zdrowie i pieniądze. Podróżowanie, wykształcenie, miłość, rodzina znalazły się na dalszych miejscach w hierarchii pragnień. Trywialne? Polskie marzenia po prostu się spolaryzowały, rozwarstwiły – zupełnie tak samo jak ich właściciele. O podróży w kosmos marzy pół procenta Polaków.

O marzenia Polaków ankieterzy CBOS pytali także przed pięcioma laty. Okazuje się, że od tego czasu marzenia na ogół się nie zmieniły. Jedynie praca znalazła się wówczas nie na pierwszym, lecz na dziewiątym miejscu; była marzeniem 12 proc. respondentów (dziś – 39 proc.). Komentarze po publikacji tamtych badań pełne były żalu i zatroskania. Polacy marzą zbyt przyziemnie – zdrowie, mieszkanie, pieniądze, cóż to są za priorytety? Lecz tak się marzy na całym świecie: o zwyczajnych ludzkich sprawach. Zmieniają się pozycje w hierarchii marzeń, ale zawsze mają ten sam mianownik: codzienność.

W marzeniach – tych snach na jawie – wprowadzamy własną, prywatną sprawiedliwość. W marzeniach możemy być mądrzy, piękni, bogaci, kochający i kochani przez każdego człowieka, jakiego tylko zapragniemy. Możemy się wzmocnić, zemścić się na tych, którzy nas skrzywdzili, wypięknieć, urządzić sobie wszystko według pragnień.

A potem wrócić do rzeczywistości i starać się, choćby o milimetr, odrobinkę przybliżyć to, co sobie wymarzyliśmy. Taka powinna być funkcja marzeń. Po to właśnie potrafi marzyć nasz ...

Maryla Rodowicz, piosenkarka

Moja poprzednia płyta stała się złotą. Teraz nagrywam następną i marzę o tym, żeby co najmniej ta także była złotą. Sądzę, że jest tam wiele hitów. Marzę także o tym, żeby program telewizyjny „Tour de Maryla” uzyskał dobre miejsce na konkursie w Montrealu. Krytycy napisali o mnie w tym programie „królowa kiczu o guście enerdowskim”. Chciałabym więc, żeby ten program sprawdził się w Europie, jeśli już nie mógł uzyskać aprobaty w moim kraju. Marzę, żeby syn utrzymał się na matematyce w uniwersytecie. Również o tym, żeby nie zestarzeć się i nie umrzeć. I tak się stanie, bo tak sobie stanowczo postanowiłam.

Zbigniew Szawarski, etyk

Marzę, żeby umrzeć po ludzku. Kiedy widzę, jak ludzie umierają w samotności, w cierpieniu, to natychmiast zaczynam życzyć sobie wszystkiego najlepszego. Wszystkiego innego niż to, co się z nimi dzieje.

Franciszek Starowieyski, malarz

Kiedyś marzyć było łatwo. Z szablą na koniu pędziło się bolszewików. A o czym teraz? Gdzieś się skończyły wielkie marzenia. Dla mnie również. Do nowych nie mogę się jakoś nastawić. Mam cały tłum marzeń, ale wielkiego już chyba nie. A zawodowe? Maluje się dla swojego pokolenia. To nowe weszło już na inne marzenia i już czegoś innego potrzebuje, także w sztuce. Powiem jeszcze, że marzę tak, aby nie zburzyć swego świata. Za dużo widziałem w życiu zburzonych.

Olga Lipińska, reżyser

Marzę o świętym spokoju. Kocham wieś. Chciałabym mieszkać na wsi, ale mam miejski zawód, a tak lubię grzebać w ziemi, sadzić kwiaty, uprawiać warzywa. To największa radość. Właśnie dostałam Wiktora i zaraz po uroczystości rozdania pojadę na Mazury, bo tam rośnie wielki krzak forsycji ogrodzony palikami – jak wielki bukiet. Chcę zdążyć na jej kwitnienie. I jeszcze chciałabym jeździć po świecie. Zazdroszczę ludziom, którzy podróżują i jest im z tym dobrze. Ja się tak dobrze sama z sobą w podróżach nie sprawdzam. Nie mam natomiast marzeń, żeby być młoda. Nie marzę, żeby było znów pod górkę, żeby znów dobijać się o karierę. Jest z górki i tak jest dobrze. Wielu z moich znajomych jest teraz w dołku psychicznym. Panuje jakaś epidemia depresji. Chciałabym, żeby się dołki dla wszystkich skończyły.

Zbigniew Lew-Starowicz, seksuolog

Moje marzenia wyprzedzają moje wyjazdy. Jeśli na przykład jadę na kongres do Monte Carlo, to w marzeniach jestem w tym miejscu, zanim się fizycznie znajdę. Marzę, żeby mieć więcej czasu. Odbywałbym wówczas więcej spotkań towarzyskich, miał więcej rozrywek, wyjść do restauracji, więcej bym tańczył, teraz tego wszystkiego mam za mało. Marzeń męsko-damskich nie mam, bo nie mam niezaspokojonych w tym względzie potrzeb. Bardzo chciałbym polecieć w kosmos, co bardzo denerwuje rodzinę, która mi uświadamia, że mnie na to nie stać. A ja bym od razu tam poleciał, z mety.

Magdalena Fikus, genetyk

Marzę, żeby spokojnie odejść ze świata, bez cierpień, bez upokorzenia. A zanim to nastąpi, żeby długo pracować, bo pod koniec życia robię wreszcie to, co lubię. Marzę, żeby pojeździć na nartach i pochodzić po górach, ale to się już nie spełni, bo mam chore kolana. Góry są dla mnie niemożliwe.

Zbigniew Jaworowski, lekarz ialpinista

Marzy mi się, że moja żona i ja będziemy żyć do lat 90 zachowując pełnię władz umysłowych, pracując intensywnie, w jakiej takiej kondycji fizycznej. Że będziemy zdolni do spływów canoe „z prądem rzek obojętnych” i do dreptania w lesie po nartach. A potem że umrzemy tego samego dnia. Wszyscy sobie westchną – żyli długo i szczęśliwie, a świat możliwie szybko o nas zapomni. Lecz nim to się stanie, chciałbym zobaczyć Polskę w zjednoczonej Europie i widzieć rozpoczęcie procesu jednoczenia całego świata. Chciałbym, żeby wszyscy docenili to, że żyjemy obecnie w najlepszym dotąd okresie historii, że Wiek Złoty jest właśnie teraz i nigdy przedtem nie istniał. Chciałbym zobaczyć zakładanie pierwszych osad na Księżycu i Marsie oraz dowiedzieć się, co było przed Wielkim Wybuchem. Marzę również, aby być na weselach mojej wnuczki i wnuka.