POLITYKA

Piątek, 17 listopada 2017

Polityka - nr 36 (3126) z dnia 2017-09-06; s. 32-34

Społeczeństwo

Juliusz Ćwieluch

Praca z paragrafu

Rośnie zatrudnienie skazanych. Według pracodawców więźniowie sprawdzają się w ciężkiej pracy i w odróżnieniu od szeregowych pracowników nie kradną.

Sortownia w Komornikach pod Poznaniem pracuje w tzw. cyklu odwróconym. Kiedy klienci Poczty Polskiej śpią, na sortowni mają najwięcej pracy. Kiedy klienci się budzą, sortownia na chwilę zwalnia tempo i czeka, aż zarzucą ją towarem z urzędów pocztowych. I tak dzień w dzień.

Skazani do Komornik przyjeżdżają na trzy tury, żeby łatwiej można było ich upilnować. Pierwsza tura o godz. 17, druga o 18, a ostatnia o 19. Każda tura pracuje osiem godzin z ustawową przerwą na posiłek regeneracyjny, bo w opisie stanowiska wpisano znaczny ubytek kaloryczny. Uzupełniają kalorie bułką, wydawaną około godz. 23. Do 3.30 nad ranem musi im wystarczyć. Początkowo bułkę zapewniał więzienny catering. Ale po protestach skazanych pocztowcy dokonali wizji lokalnej bułek i postanowili serwować własne, od dostawcy zewnętrznego. Jadalna bułka jest ważnym narzędziem resocjalizacyjnym.

Do pracy przyjeżdżają bez konwojenta, pracują pod nadzorem pocztowców. Stroje mają dokładnie takie same jak pozostali pracownicy. Ale i tak łatwo ich odróżnić od pozostałych – po tatuażach. No i na tle innych pracowników wyglądają jak okazy zdrowia. Poczta, pomimo 400 zł podwyżki dla najniżej zarabiających, nie jest pracodawcą pierwszego wyboru. Niedawno swoje centrum logistyczne otworzyło w Komornikach Tesco. W jeden dzień sortownia straciła kilka procent zatrudnionych. – Bez pracy skazanych płynne funkcjonowanie transportu wielkogabarytowego byłoby właściwie niemożliwe – mówi Szymon Sobczyński, odpowiedzialny za ten dział. To zdanie zamyka wszystkie pytania o to, jak mu się pracuje z osadzonymi i co sądzi o pomyśle.

Na potrzeby spotkania z mediami zakład karny wytypował spośród osadzonych trzech ochotników do rozmowy. Ale pocztowcom się pomyliło i wezwali nie tego, co trzeba. Śniady chłopak z włosami na żel sam się zresztą napraszał. – Ja chętnie pogadać, ja Azerbejdżan, ja lubić Polska. A chłopaki z rozładunku już się kulili ze śmiechu, bo Azerbejdżan to taki zgrywus. Polak z krwi i kości, tyle że Cygan, to śniady. Na Azerbejdżan już niejednego wkręcił, to zaczęli tak na niego wołać. Nie obraża się. Jak żartują, że z tym wkręcaniem to pewnie ćwiczy, żeby z roli nie wypaść, również się nie obraża. Pan Marian, jeden z wózkowych, uważa, że Azerbejdżan jest zabawny gość. Pięć lat go za oszustwa na wnuczka szukali. Cztery lata się w Polsce ukrywał z powodzeniem. Pojechał na gościnne występy do Niemiec i tam go zaraz stuknęli po odciskach palców. Pan Marian już sam podchodzi pod wiek senioralny, ale jego by przecież Azerbejdżan nie oszukał.

Tata w podróży służbowej

Przemek ma 46 lat i dwuletni wyrok. Na poczcie pracuje od dwóch miesięcy i bardzo sobie chwali. Pracę przy przenoszeniu paczek traktuje jako świetne uzupełnienie do kalisteniki, czyli ćwiczeń siłowych bez pomocy przyrządów, którą zaczął uprawiać w kryminale. Z 83 kg zjechał do 78 i uznał, że w jego wieku jest to odpowiednia waga ciała. – Przepaliłem całą tkankę tłuszczową, mam płaski brzuszek, no kompletnie nie mam się na co skarżyć – mówi.

Praca w sortowni wiąże się z przywilejami. Prysznic może mieć każdego dnia, a nie dwa razy w tygodniu, jak jest w przepisach. Ponieważ pracują w nocy, stworzono dla nich specjalne cele nocne i nie muszą wstawać na apel o piątej nad ranem. Zmianowy liczy ich w czasie snu. Co prawda wchodzi do celi i każdego dotyka, ale Przemek mówi, że zupełnie mu to nie przeszkadza. Ponieważ nie budzą ich rano, to śniadanie dostają na kolację, ale to również mu nie przeszkadza, bo pobyt w więzieniu traktuje jako lekcję. I wyciągnął z tej lekcji wniosek ewolucyjny. Zasada zachowania gatunku mówi, że przetrwają nie najsilniejsi ani nawet nie najmądrzejsi, ale ci, którzy potrafią najlepiej się przystosować. Przemek przystosował się idealnie. Naprawiał co się dało. Chodził, patrzył, słuchał. I szybko się zorientował, że karę najlepiej odsiedzieć do końca, czyli do dzwona, jak mówią w więzieniu. – Pójdziesz na wokandę. Utniesz dwa, trzy miesiące z wyroku, ale będziesz miał kuratora na karku przez kilka miesięcy. Nie ma głupich – tłumaczy. Po wyjściu z więzienia chce zapomnieć, że tu w ogóle był.

Benjamin ma jeszcze bardziej skomplikowaną teorię, bo żyje tak, jakby w więzieniu w ogóle nie był. – Córka ma siedem lat. Myśli, że dużo pracuję i dlatego mnie ciągle nie ma w domu. O tym, że siedzę w więzieniu, nic nie wie i zrobię wszystko, żeby nigdy się nie dowiedziała – tłumaczy. Udaje mu się tak żyć już ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]