POLITYKA

Piątek, 17 listopada 2017

Polityka - nr 34 (3124) z dnia 2017-08-23; s. 23-25

Polityka

Ewa Siedlecka

Prawa do prawd

Rozmowa z dr Aleksandrą Gliszczyńską-Grabias, ekspertką Rady Europy, o tym, jak pamięć narodowa i historia są wykorzystywane przez polityków i prawników

Ewa Siedlecka: – Co to są prawa pamięci?
Dr Aleksandra Gliszczyńska-Grabias: – Jest to koncepcja, która wciąż ewoluuje. Można jednak uznać, że generalnie są to prawa, za pomocą których kształtuje się pamięć o przeszłości. Jedne przyjmują postać przepisów prawa karnego, inne – tylko uroczystych deklaracji, np. w formie uchwał parlamentów upamiętniających dane zdarzenie. Zwolennicy ich przyjmowania twierdzą, że mają one na celu zachowanie pamięci o prawdzie historycznej. Przeciwnicy – że stanowią niedopuszczalną próbę dekretowania przez rządzących jedynie słusznej wizji przeszłości. Jedni i drudzy powinni jednak pamiętać o tym, co mówiła Hannah Arendt: krucha pamięć faktów jest podatna nie tylko na zapomnienie, lecz również na manipulacje.

Propaganda historyczna?
Niestety, często prawa pamięci służą właśnie propagandzie, stając się niebezpiecznym narzędziem. Każde państwo może prowadzić własną „politykę historyczną”, ale należy uważać, aby nie doszło do wymuszania określonej narracji historycznej. W ramach naszego projektu MELA [patrz ramka pod rozmową] nie tylko analizujemy i porównujemy prawa pamięci obowiązujące w poszczególnych krajach, ale też staramy się wykazać, w jaki sposób unikać ich nadużywania. Badamy, jak one wpływają na społeczeństwa konfrontowane z określoną wizją historii państwa i narodu usankcjonowaną w prawie.

Czy prawa pamięci są na całym świecie? Niezależnie od kultury?
Tak. I to pokazuje uniwersalizm potrzeby kształtowania pamięci wspólnot i narodów o samych sobie. I pokusy rządzących, żeby na tę pamięć wpływać. Każdy kraj zmaga się z demonami przeszłości: prześladowania Aborygenów w Australii, historia niewolnictwa i segregacji rasowej w USA, wynarodowianie ludności Saami w Norwegii. Jednak te prawa, które badam, powstały w reakcji na zbrodnie popełnione podczas II wojny światowej, w tym przede wszystkim zbrodnię Holocaustu. Do praw takich należy m.in. zakaz negacjonizmu.

Czy zakazy negacjonizmu, czyli zaprzeczania historii, dotyczą tylko Holocaustu, czy także np. zagłady Ormian przez Turków, zbrodni wojennych w byłej Jugosławii, zbrodni na Tutsi w Rwandzie?
Rwanda jest ciekawym przykładem. Ustanowiono tam surowe kary za zaprzeczanie zbrodniom dokonanym przez Hutu na Tutsi, lecz zakaz ten zaczął być używany do walki politycznej i karania politycznych oponentów oskarżanych o szerzenie negacjonizmu. Ale rzeczywiście zjawisko redukowania w wielu krajach karalności negacjonizmu do zakazu zaprzeczania faktu zagłady Żydów, czyli do tzw. kłamstwa oświęcimskiego, jest problematyczne. W tej sprawie toczą się, również wśród prawników, gorące dyskusje. Mnie bliski jest pogląd, zgodnie z którym negacjonizm w przypadku kłamstwa oświęcimskiego jest o tyle wyjątkowy, że motywem kłamców jest zawsze antysemityzm. Penalizacja kłamstwa oświęcimskiego jest zatem jednym ze sposobów zwalczania antysemityzmu jako formy nienawiści na tle rasowym i etnicznym.

Ale zagłada Tutsi, Romów czy Ormian też miała podłoże w etnicznej nienawiści. Podobnie jak zaprzeczanie tym zbrodniom.
To jest właśnie przedmiotem debaty: na ile zaprzeczanie zagładzie Żydów, motywowane uprzedzeniami i nienawiścią, różni się moralnie od zaprzeczania, z tych samych pobudek, np. zagładzie Ormian? Przed takim dylematem stanął w 2015 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie Perincek przeciwko Szwajcarii. Szwajcaria wprowadziła karalność zaprzeczania ludobójstwu Ormian, a Perincek, który jest tureckim prawnikiem i politykiem, pojechał tam z negacjonistycznym wykładem – i został skazany. Trybunał dopatrzył się w tym naruszenia wolności wypowiedzi. Stwierdził, że Perincek został ukarany wyłącznie za „wyrażanie poglądów”. I że Szwajcarzy nie mają silnych historycznych związków z ludobójstwem Ormian, więc pamięć o tym zdarzeniu nie musi być przez nich szczególnie chroniona. Tym bardziej że od dokonanych zbrodni minęło już sto lat.

Jednak gdy skarżono do Strasburga skazania za „kłamstwo oświęcimskie” – a było przynajmniej kilkanaście takich spraw – Trybunał nigdy nie rozważał, czy dany kraj ma jakieś szczególne związki z zagładą Żydów ani ile czasu od niej upłynęło. Zawsze kategorycznie stwierdzał, że kłamstwo oświęcimskie jest formą antysemityzmu i dlatego nie korzysta z ochrony wolności słowa. Trybunał nie wykazał przekonująco, dlaczego uważa, że zaprzeczanie zbrodni na Żydach może być zakazane we wszystkich krajach, a zbrodni na Ormianach – nie. Wyrok w sprawie Perincek jest kontrowersyjny, ponieważ wprowadza pewnego rodzaju hierarchię ludobójstw.

A co z przepisami zakazującymi mówienia o zbrodniach? Jak turecki przepis o „oczernianiu tureckości” przez mówienie o zagładzie Ormian czy polski: zakazujący „pomawiania narodu polskiego o zbrodnie”? W Sejmie jest projekt poszerzający odpowiedzialność za ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Aleksandra Gliszczyńska-Grabias kieruje polską częścią projektu MELA („Prawa pamięci w perspektywie europejskiej i porównawcze” – Memory Laws in European and Comparative Perspective”, projekt badawczy realizowany przez międzynarodowe konsorcjum badawcze i sponsorowany przez Humanities in the European Research Area – HERA). Jest współredaktorką książki „Law and Memory: Towards Legal Governance of History”, która ukaże się w październiku 2017 r. nakładem Wydawnictwa Cambridge University Press. Pracuje jako adiunkt w Poznańskim Centrum Praw Człowieka Instytutu Nauk Prawnych PAN. Stypendystka uniwersytetów Yale, Cambridge oraz Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie.