POLITYKA

Wtorek, 11 grudnia 2018

Polityka - nr 31 (2204) z dnia 1999-07-31; s. 70-71

Społeczeństwo

Tadeusz Olszański

Prawo Bosmana

Polscy piłkarze nie są dziś chodliwym towarem. Przed laty za Zbigniewa Bońka utargowaliśmy 2 mln dolarów. Potem za Tomasza Iwana poznańska Warta wzięła zaledwie 100 tys. dol. Za króla strzelców ekstraklasy Tomasza Frankowskiego Jagiellonia Białystok dostała tylko sprzęt i sfinansowanie pobytu piłkarzy we Francji. Tymczasem nie lepsi piłkarze niż Polacy sprzedawani są i kupowani za astronomiczne sumy. Dlaczego?

Zmiany barw klubowych mają sens, kiedy piłkarz przechodzi do zespołu wyższej klasy, gra z lepszymi partnerami i przeciwnikami, słowem podnosi swoje umiejętności. Sens ma również mądre kompletowanie składów przez trenerów, uzupełnianie drużyny o twardych obrońców czy też szybkich napastników, dzięki czemu zyskuje cała drużyna. Wreszcie sens ma pozyskanie młodego, obiecującego zawodnika, podszkolenie go, oszlifowanie i po pewnym czasie przekazanie do innego klubu z poważnym zyskiem. Bez sensu natomiast jest sprzedawanie zawodników tylko po to, aby załatać dziury w klubowym budżecie. Niestety, większość naszych klubów I i II ligi, które nie znalazły finansowego oparcia w sponsorach, ledwo wiąże koniec z końcem i posiłkuje się sprzedawaniem zawodników.

Ze zmianą ustroju przestały istnieć zakazy ograniczające wyjazdy polskich piłkarzy za granicę, a w klubach nastała bieda. Sprzedawano wówczas nawet młodzieniaszków za pół darmo, jak to było choćby z obecnym królem strzelców ekstraklasy Tomaszem ...