POLITYKA

Piątek, 24 listopada 2017

Polityka - nr 5 (3096) z dnia 2017-02-01; s. 22-24

Polityka

Anna Dąbrowska

Prawo Ziobry

Prokuratura ściga biegłych, którzy wydali ekspertyzy w procesie o śmierć ojca ministra Ziobry, i robi wiele, aby zmienić kierunek dotychczasowych ustaleń. A on sam zmienia prawo tak, aby sobie i swojej rodzinie w tym procesie pomóc.

Nie doszło do spodziewanego zamknięcia przewodu sądowego i wydania wyroku w procesie czworga krakowskich lekarzy oskarżonych o nieumyślne spowodowanie śmierci Jerzego Ziobry. Zbigniew Ziobro, jego matka i brat od ponad 10 lat próbują udowodnić winę lekarzy. Krakowski sąd musiał przerwać rozprawę (odbyła się 18–19 stycznia) z powodu złego samopoczucia Krystyny Kornickiej-Ziobro, do której wezwano karetkę. Oskarżyciele posiłkowi, czyli Ziobrowie, i prokurator (oddelegowany z Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej), który włączył się do procesu po ich stronie, kilkukrotnie podczas dwudniowej rozprawy próbowali zawiesić ten proces, ale sąd oddalał ich wnioski. Najpierw sędzia Agnieszka Pilarczyk nie zgodziła się na powołanie nowego zespołu zagranicznych biegłych, który miałby wydać opinię w sprawie przebiegu leczenia Jerzego Ziobry, czego domagała się rodzina skarżąca lekarzy. Z opiniami polskich biegłych powołanych w tej sprawie, korzystnymi dla oskarżonych lekarzy, rodzina kategorycznie się nie zgadza.

Biegli nie biegną

Sędzia nie zgodziła się też na dopuszczenie wniosku dowodowego prokuratora o dodatkowe przesłuchanie polskich biegłych, którzy wypowiedzieli się w sprawie, a wobec których prokurator prowadzi śledztwo. W tym na przesłuchanie koordynatora zespołu biegłych Czesława Ch., który usłyszał zarzut zawyżenia kosztów ekspertyzy w tej sprawie. „Prokuratura prowadzi postępowania przeciwko biegłym i składa wniosek o przesłuchanie ich w tym procesie jako świadków. To rodzi wątpliwość, czy nie będzie na nich wywierała wpływu” – mówił na rozprawie mec. Krzysztof Bachmiński, jeden z obrońców. Czy fakt, że szef zespołu biegłych ma zarzut oszustwa w wycenie kosztów opinii, może być podstawą do obalenia tejże opinii przed sądem? Według prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, niezaangażowanego w proces, zarzut taki nie przekłada się na wiarygodność samej ekspertyzy. Sędzia Pilarczyk uznaje tę opinię za rzetelną i pełną.

W części prokuratorskich akt udostępnionych POLITYCE kilkaset stron zajmuje batalia, jaką prokuratorzy stoczyli z biegłymi o wydanie opinii w sprawie śmierci Jerzego Ziobry. Faktem jest, że biegli medycy nie palili się do tego zadania. Prokurator z Ostrowca Świętokrzyskiego po raz pierwszy w 2008 r., dwa lata po śmierci Ziobry seniora, umorzył śledztwo, podpierając się opinią biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej w Łodzi (za 50 tys. zł). Krakowski sąd, uznając zażalenie Ziobrów na to umorzenie, polecił prokuraturze zlecenie opinii innym biegłym. Prokurator szukał najlepszych profesorów siedmiu specjalności: medycyny sądowej, patomorfologii, kardiologii, kardiochirurgii, chorób wewnętrznych, intensywnej terapii i farmakologii. Najwięcej utytułowanych lekarzy znalazł na Śląskim Uniwersytecie Medycznym. Ale Kierownik Zakładu Medycyny Sądowej Czesław Ch. zwrócił akta prokuratorowi i w imieniu zespołu odmówił odpowiedzi na „277 szczegółowych pytań i zagadnień”, z czego 250 zadała rodzina Ziobrów. Tłumaczył się nadmiarem pracy i tym, że sprawa ta jest mocno skomplikowana, co może sparaliżować pracę całego Zakładu.

Prokurator nie odpuścił, wiedząc, że pierwsza, łódzka opinia, była kwestionowana przez rodzinę. Sąd uznał także, że była niepełna. Prokurator nie dał więc za wygraną i poprosił rektora ŚUM, by wpłynął na swoich pracowników. Rektor też odmówił i dorzucił kolejny powód trudności skompletowania obiektywnego zespołu opiniujących: „z uwagi na kontakty zawodowe jak i naukowo-badawcze” z oskarżanymi przez Ziobrów lekarzami. Sprawa trafia na szczebel rządowy: idą pisma do prokuratora generalnego z prośbą o pomoc i do ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz, aby wpłynęła na uczelnię. Jej zastępca odpowiada prokuratorowi, że uczelnie są autonomiczne, i kropka. W kolejnych pismach, do których dotarliśmy, prokurator stawia sprawę na ostrzu noża i przywołuje Kodeks postępowania karnego. Straszy lekarzy karami do 10 tys. zł za odmowę wydania opinii. Atmosfera wokół sprawy robi się nieprzyjemna i lekarze, choć niechętnie, przyjmują wyzwanie.

Po roku starań, w lipcu 2010 r., zespół był kompletny: 12 lekarzy ze ŚUM i trzech ze szpitala MSWiA z Warszawy, z Białegostoku i z Lublina. Dostali z prokuratury 13 tomów akt. Powstała opinia za 291 tys. zł, którą prokurator prowadzący śledztwo nazwie „bezprecedensową”, bo ostatecznie odpowiada na wszystkie 277 pytań.

Na początku 2012 r. krakowski sąd, bez rozpoczynania procesu, znów umorzył sprawę. Wystarczyła mu opinia biegłych o tym, że czwórka lekarzy nie naraziła Jerzego Ziobry na niebezpieczeństwo utraty życia. Ziobrowie złożyli zażalenie. Sąd wyższej instancji uznał ich racje w niewielkiej części. Nakazał wznowienie procesu, ale na ławie oskarżonych miał zostać tylko jeden z lekarzy. Zarzuty wobec niego z kilkunastu okroił do jednego (rzekomo miał odstawić pacjentowi lek przeciwzakrzepowy). To nie satysfakcjonowało Ziobrów, bo chcieli procesu dla czwórki lekarzy, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]