POLITYKA

Czwartek, 18 lipca 2019

Polityka - nr 6 (2944) z dnia 2014-02-05; s. 22-23

Polityka

Anna Dąbrowska

Premier wpadnie

Donald Tusk nie spotyka się z ludźmi – źle. Kiedy w końcu do nich jedzie – jeszcze gorzej. Czy te domowe spotkania, które zaczął praktykować premier, rzeczywiście zbliżają go do ludzi?

Marcin Sochocki nikomu nie powiedział, że napisał e-maila do szefa rządu, w którym zaprosił go do swojego miasta: – W lutym zeszłego roku usłyszałem, jak premier zapowiedział, że wybiera się w Polskę z gospodarskimi wizytami. Niewiele się zastanawiając, zaprosiłem go do Płocka. Potem Sochocki sam o tym zapomniał, aż do listopada zeszłego roku, bo wtedy właśnie dostał wiadomość z Kancelarii Premiera, że Donald Tusk chętnie wpadnie z wizytą. – Poinformowano mnie, że premier przyjedzie już za dwa dni. Żona była przekonana, że żartuję – opowiada Sochocki. Uwierzyła, kiedy w ich 62-metrowym mieszkaniu pojawili się współpracownicy premiera i funkcjonariusze BOR, aby omówić szczegóły wizyty.

Kto z otoczenia premiera wymyślił te odwiedziny? Małgorzata Kidawa-Błońska, rzeczniczka rządu, utrzymuje, że sam premier. Inny współpracownik Tuska twierdzi, że to minister Igor Ostachowicz, główny doradca premiera od wizerunku i komunikacji. Mało kto kojarzy Ostachowicza, bo jak ognia unika mediów, co w czasie domowych wizyt bywa powodem konsternacji. Kiedy rodzina Sochockich zasiadał...