POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 4 (3195) z dnia 2019-01-23; s. 20-22

Polityka

Malwina Dziedzic

Premier z Krakowa

Władysław Kosiniak-Kamysz w ostatnim czasie był już szykowany na: lidera opozycji, kandydata na prezydenta oraz szefa rządu – i to zarówno tego antyPiSu, jak i koalicji ludowców z… PiS. Wśród tych plotek i spekulacji jedno jest pewne: szef PSL stał się najistotniejszym elementem opozycyjnej układanki.

Kiedy na początku roku dziennikarze zaczęli spekulować, jakie stanowiska młody prezes PSL miałby w niedalekiej przyszłości objąć, i sugerować, że to właśnie on powinien teraz stanąć na czele antypisowskiego frontu, politycy na Wiejskiej podśmiewali się, że w tej wyliczance brakuje tylko najwyższych funkcji kościelnych. Nawet ludowcy na swoim oficjalnym profilu na Twitterze żartowali: „Kosiniak na premiera, Kamysz na prezydenta”. „A Władek na prymasa” – pokpiwał Marek Sawicki.

Prymas to zdecydowanie najbardziej atrakcyjna funkcja, bo tytuł ma się dożywotnio. Więc tak, idę w tym kierunku – ironizuje Władysław Kosiniak-Kamysz. A już tak całkiem poważnie, dystansuje się od wszelkich spekulacji: – Nie wdaję się w te dyskusje, nie emocjonuję się ostatnimi sondażami; tak jak nie płakałem, kiedy przez długi czas PSL miało 2 proc. poparcia, wszyscy twierdzili, że nie przeżyjemy i PiS nas zje.

Ten medialny szum zaczął się od jednego sondażu. Nie notowań partyjnych, bo te wciąż są blisko wyborczego progu, ale od badania, w którym „Rzeczpospolita” pytał...