POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 6 (2894) z dnia 2013-02-06; s. 28-31

Kraj / Dossier

Joanna PodgórskaJustyna Sadowska  [współpr.]

Pro life is brutal

Właśnie mija 20 lat obowiązywania ustawy antyaborcyjnej. Dziś aborcja jest tematem, na który w żaden sposób nie da się już rzeczowo dyskutować. Lewica przegrała tę wojnę.

20 lat licencji na zabijanie” – to portal Fronda o jednej z najbardziej restrykcyjnych ustaw w Europie. „Polski rząd chce zabijać dzieci” – to komentarz do tego, że nie odwołuje się od wyroku Trybunału Strasburskiego w sprawie 14-letniej Agaty. „Zbrodnia eugeniczna” – to o zapisie pozwalającym na usunięcie ciąży w przypadku ciężkiego uszkodzenia płodu. Gdy po 1989 r. zaczynała się dyskusja o aborcji, takie sformułowania były niewyobrażalne. Dziś budzą wzruszenie ramion; przyzwyczailiśmy się. Co więcej, w owym czasie dla sporej części społeczeństwa sam pomysł, by zakazać usuwania ciąży, był niewyobrażalny. W PRL traktowano je jako podstawowy środek antykoncepcyjny, bo inne były zawodne. To nie była sytuacja normalna i postulat, by ją zmienić, nie budził sporów. Ale pytanie „jak”, wydawało się otwarte.

Rozporządzenie ministra zdrowia ograniczyło możliwość przerywania ciąży w publicznych zakładach opieki zdrowotnej już w kwietniu 1990 r. Kilka miesięcy później Senat przyjął uchwałę o ochronie prawnej dziecka poczętego. W marcu 1992 ...

Aborcja w liczbach, których nie ma

W czasach schyłkowego PRL, zanim zaczęła się dyskusja na temat usuwania ciąży, w Polsce dokonywano ok. 100 tys. aborcji rocznie. To zabiegi rejestrowane przez Ministerstwo Zdrowia, do których należy dodać te wykonywane w prywatnych gabinetach. Trudno oszacować ich skalę.

Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, na podstawie porównań z krajami o podobnej populacji kobiet w wieku rozrodczym, szacuje liczbę zabiegów wykonywanych w podziemiu na 80–200 tys. Organizacje „obrońców życia” twierdzą, że to góra kilkanaście tysięcy. Można przypuszczać, że dziś jedne szacunki są zawyżone, a drugie zaniżone. Zawyżone, ponieważ z roku na rok świadomość antykoncepcyjna Polek rośnie (już ponad 30 proc. stosuje tabletki hormonalne, ale też ciągle ponad 20 proc. za metodę antykoncepcyjną uważa stosunek przerywany). Zaniżone, bo skala stosowanej antykoncepcji nie bilansuje spadku liczby urodzeń.

Skalę nielegalnych aborcji coraz trudniej oceniać. Liczba klasycznych zabiegów dokonywanych w podziemiu prawdopodobnie spada. Rośnie popularność aborcji farmakologicznej, dokonywanej nie tylko za pomocą środków przesyłanych z Holandii przez Women on Web. W Internecie kwitnie handel środkami na stawy i wrzody żołądka, zawierającymi substancję działającą poronnie.

Coraz bardziej powszechna jest także turystyka aborcyjna, zwłaszcza od momentu, gdy w sąsiedniej Słowacji zaczęło powstawać coraz więcej prywatnych klinik. Niektóre bardzo blisko granicy. Polki stanowią w nich nawet 60 proc. pacjentek. Próbą oszacowania skali turystyki aborcyjnej było zorganizowane przez Federację w 2010 r. wysłuchanie publiczne. Dyrektor niewielkiej przygranicznej kliniki w Prezlau deklarował, że dziennie odbierają 20–30 telefonów z Polski. Politycy nie byli tematem zainteresowani. Na wysłuchanie przyszły tylko dwie posłanki. „Obrońcy życia” potraktowali spotkanie jako nakłanianie do aborcji i zawiadomili prokuraturę.

Oficjalna liczba legalnych zabiegów wykonywanych w ostatnich latach w Polsce wynosi ok. 500–650 rocznie.